O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
wtorek, 16 lutego 2010
Święta góra

Święta Góra (aka Holy Mountain / Montana sagrada / The Sacred Mountain), reż Alejandro Jodorowsky, Meksyk, USA, 1973

Holy Mountain... fun place to be.  source:caffeine-headache.net

Jeszcze jeden, proszę!

Tym filmem chcę już zakończyć mini cykl o Jodorowskym, aby nie popaść w rutynę. Chociaż, czy można mówić o rutynie, powtarzaniu nudzie, gdy idzie o tego reżysera? Jego filmy są jak kalejdoskop. Proszę wybaczyć to banalne porównanie, brzmiące jak wyciągnięte z licealnej szuflady pełnej grafomańskich wybryków (ja osobiście lubię grafomanię i sama ją namiętnie praktykuję na tym pożal-się-Boże-blogu). Nie, właściwie nie ma czego wybaczać, bo myślę, że to bardzo dobrze oddaje twórczość tego nietuzinkowego reżysera. Te same elementy w różnych konfiguracjach jawią się jako nowe, zaskakujące obrazy.

W filmach Jodorowskiego nawet jaszczurki mają kostiumy. source:dinca.org

Wszystko o czym wcześniej pisałam: mistycyzm, fascynacja magią, alchemią, bujna i nieujarzmiona symbolika, niepokojące, surrealistyczne wizje, przekraczanie barier tabu i ostra krytyka. Zdecydowanie uważam pod tym kątem„Świętą Górę” za majstersztyk, ociekający zajadłymi oskarżeniami pod adresem współczesnego „cywilizowanego” świata. Uwielbiam galerię postaci, którym patronują planety: każda niesie za sobą jakieś zło, ujawniające się pod różnymi postaciami, choć wszystkie łączy żądza władzy i zysku. A główny bohater? Zagubiony, głupiec, wojownik, cwaniak, farciarz, doznający oświecenia, pechowiec, ofiara… Ze względu na swoją wieloznaczność przypomina nie tylko postaci z filmów Jodorowskyego, ale również „Macunaimę”, który raz to czarny, a raz biały, pakuje się w tarapaty aby szczęśliwie przed nimi uciec i… wpakować się w następne.

Holy Mountain poster. source:dinca.org

środa, 10 lutego 2010
Kret

Kret (El Topo aka The Mole), reż Alejandro Jodorowsky, Meksyk, 1970

Kret - El Topo source:film.gildia.pl

Kolejny film w dorobku Jodorowskiego, równie kontrowersyjny co „Fando i Lis”, pełen tajemniczej symboliki, wokół którego również krążą plotki na temat rzekomej „prawdziwości” niektórych scen.

Jeśli wcześniej nie było takiego gatunku jak „surrealistyczny western” to Jodorowsky stworzył go w 1970 roku. Duży nacisk należy położyć na „surrealistyczny” – epitet najlepiej opisujący wszystkie filmy tego reżysera. Historia rewolwerowca ma niesamowitą, baśniową fabułę i obfituje w nieoczekiwane zwroty akcji. W filmach tego reżysera niczego nie można być pewnym, nigdy nie wiadomo, co czeka bohatera za zakrętem – „lateksowe amazonki” z pejczami czy procesja religijnych fanatyków (również z pejczami). Albo jeszcze dziwniej.

W „Krecie” bohaterem jest bezimienny rewolwerowiec samotnie przemierzający pustynię, której piaski splamione są krwią niewinnych ofiar. Niczym rycerz uwalnia kobietę z rak oprawców i walczy o jej miłość. Jak bohaterowie legend wyrusza pokonać 4 przeciwników – mistrzów rewolweru, którzy ofiarują mu swoją mądrość. Będzie to jednak wyznacznik dopiero połowy podróży, ponieważ przyjdzie mu jeszcze przywdziać pokutne szaty i stać się mesjaszem, który w upadłej, przeżartej przez moralną zgniliznę mieścinie przyniesie oczyszczenie i zbawi tkwiące w ciemnościach plemię ludzi-kretów.

Jeśli komuś przypadł do gustu „Macunaima”, stwierdził, że „Arizona Dream” jest jeszcze za mało zakręcony, nie wypełniły go odrazą „Dziwolągi” Browninga, czy w końcu oglądał już jakiś film Jodorowkiego i ten przypadł mu do gustu – niech śmiało sięga po ten tytuł.

El Topo czyli Sex&Violence  source:tehparadox