O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
niedziela, 23 listopada 2008
Bestia / La Bete

Uwaga! Film dozwolony od lat 18!

Nie żartuję. I niczego nie żałuję, wprost przeciwnie. Bo film Waleriana Borowczyka jest szalony, przewrotny i pełen humoru. W ramach ścisłości dodam, że tak jak w tanich horrorach krew leje się wiadrami, tutaj mamy podobny potop... spermy. Może przesadzam, ale jak na artystyczne wizje wierzącego i praktykującego katolika (sic!) kamera między nogi, łapy i kopyta wędruje często. A wszystko zaczyna się od rodzinnej intrygi: zasilający szeregi starych kawalerów spadkobierca arystokratycznego rodu musi się ożenić aby zachowac ciągłość rodu i położyć ręce na spadku przepisanego na przyszłą małzonkę.  Komplikacji jest wiele; wuj dziedzica twierdzi, że ożenek nie wyjdzie spadkobiercy na zdrowie, a tylko on może przekonać swojego brata - kardynała, aby pobłogosławił związek. Kwestie formalne związane z przynależnością do kościoła na prędce wyjaśnia wezwany proboszcz, który przybywa w asyście młodych i pięknych ministrantów. Przyszła para nie widziała się wcześniej na oczy i utrzymywała jedynie znajomość korespondencyjną. To nie wszystko! Ślub musi się odbyć w przeciągu kilkudziesięciu godzin - inaczej nici z fortuny! Zaś w tle przewija się historia hrabiny, która stoczyła walkę z bestią...

Sugestywna okładka filmu Bestia.

22:43, bizarre_films
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 listopada 2008
Gauu ji/Dumplings

Pozostając przy filmach trudnych w klasyfikacji, Bo przecież jedna "krawa" scena horroru nie czyni, prawda?

Jeśli ktoś liczy na to, że Dumplings (ach, już widzę ten polski tytuł... pierożki. Rozkoszne) będzie krawą Azjatycką jatką w klimacie gore, a krew będzie tryskałai sikała przy akompaniamencie jęków i krzyków, zawiedzie się srodze.

Owszem, kontrowersja i niepokojący klimaty zbliżają film Fruita Chana do thrillera, kilka minut może widzów o słabych nerwach napawać obrzydzeniem i raczej jest to film z kategorii 15+. Ale to, co mnie w nim urzekło to rozgrywający się dramat kobiety pragnącej za wszelką cenę odzyskać młodość i... pożądanie męża. Uwielbiam też sceny pokazujące zycie bogaczy: luksusowe wnętrza, Europejska stylistyka i tradycyjny przysmak - jajko z kurzym embrionem w mikrofali. Ot, taki kulturowy misz-masz w chińskim high-life.

I jeszcze cioteczka Mei.  Ciekawa postać, z gracją przygotowująca swoje pierożki (aż mi ślinka ciekła!), trochę taka Almodovarowska kobitka - ma swój wdzięk, talię osy i jest zaradna jak mało kto.

Pierożki to perwersja.

Mmm... pierożki!

P.S. A do Fruita Chana pewnie jeszcze powrócę.

  

21:30, bizarre_films
Link Komentarze (3) »
niedziela, 09 listopada 2008
Dziwolągi/Freaks

Aka: Forbidden Love/ The Monster Show/ Nature's Mistakes

Błędna lub niedokladna klasyfikacja może bardzo wypaczyć obraz filmu. Drażni mnie filmwebowa ocena "Dziwolągów" jako horroru. Ten film od początku do końca (może z wyłączeniem tej jednej odjechanej sceny, kiedy narrator kończy swoją opowieść przed grupką gapiów) jest dramatem o miłości, krzywdzie, inności... Piękna akrobatka, 100% femme fatale, owija sobie wokół palca karła, który dysponuje niemałą sumą oszczędności. Cyrk pełen jest ludzi kalekich: zarówno fizycznie, jak i umysłowo. Czy to zadecydowało o zaszufladkowaniu z horrorami? Czy dlatego w wielu krajach był on (a czasem nadal jest) objęty zakazem wyświetlania? Mam wrażenie, że nie chodzi tutaj o wykorzystanie osób uposledzonych, ale o pokazanie ich (zwróćcie uwagę na subtelną różnicę) na ekranie. Odważny krok, jak na rok 1932. Dzisiaj film dla jednych może być genialny, dla innych po prostu chory ale wciąż szokuje i prowokuje. Znowu ostrzegam: ten film oglądasz na własną odpowiedzialność. Warto? Dla mnie tak! 

Plakat reklamujący film (img:http://www.filmcatcher.com/)

P.S. Dużo mozna napisać o tym filmie i prowokuje on do dyskusji na tematy natury etyczno-morlanej... ale nie o tym jest ten blog, a ja nie chcę nikogo zanudzac długimi opisami. Po prostu polecam filmy godne wg. mnie uwagi.

19:18, bizarre_films
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 listopada 2008
League of Gentlemen

Wiele jest sposobów na przetrwanie tych długich jesiennych wieczorów. Ba, są sposoby hmmm... "ciekawsze" niż siedzenie przed telewizorem, jednak z braku środków czy też niemocy... twórczej (oczywiście) można zasiąść przed czarnym pudłem i obejrzeć serial. Tak, dzisiaj zaproponuję serial (19 odcinków), który doczekał się nawet pelnego metrażu i "christmas special". W miarę przybliżania zagadnienia, powinno ono coraz bardziej rozbudzać ciekawość i apetyt potencjalnego widza. Serial jest produkcji Brytyjskiej - zapowiada się dobrze, prawda? Łączy horror i komedię serwując humor czarny jak kaszanka - to już coś. Absurd goni absurd i nie brakuje odwołań do takich klasyków jak "Lśnienie" czy "Ojciec Chrzestny" - rewelacja!

Po tym długim i grafomańskim wstępie odsłaniam kurtynę i odkrywam przed państwem "The League of Gentlemen": nie mająca nic wspólnego z niejaką "Ligą niezwykłych dżentelmenów", za to znaną części widzów jako "Pcin dolny" serię przybliżającą życie dziwacznych mieszkańców Royston Vasey. Filmweb kipi od ciekawostek na temat tej produkcji. Główną jest fakt, że pierwszoplanowe role grają twórcy serialu (a właściwie 3 z 4) wcielając się w kilka postaci na raz. Te natomiast na długo zapadają w pamięć: weterynarz przypadkowo uśmiercający wszystkich swoich małych pacjentów, pedantyczny hodowca ropuch, psychopatyczny niemiecki gej i wiele innych...

Lojalnie ostrzegam, że serial nie jest odpowiedni dla widzów o bardzo słabych nerwach (serial dozwolony od lat 15 i wciąż można polemizować na ten temat). Wiele osób może poczuć niesmak i obrzydzenie. Jeśli jednak to cię nie odstrasza, pewnie pokochasz tę serię i rozważysz wyjazd do Royston Vasey... na zawsze.

Welcome to Royston Vasey - You'll never leave! (img:profile.myspace.com)

Are you local?

22:38, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 listopada 2008
Arizona Dream

Mój pierwszy film Kusturicy. Trafiłam na niego przez przypadek: ot, skaczę po kanałach aż nagle na jednym z nich dziewczyna mierzy z pistoletu, a ja siedzę i oczu oderwać nie mogę. Co tam się dzieje! To był jeden z filmów, które rozbudziły moją namiętność do obrazów odbiegających od utartej, mainstreamowej ścieżki. Ten blog miał mieć na początku layout związany właśnie z tym filmem. Ale szablony nie są moją mocną stroną (widać, prawda?) i jakoś tak nie wyszło. Zebrało mi się na sentymenty... Wracając do filmu: nie chcę jak zwykle zbyt wiele zdradzać, aby nie psuć przyjemności oglądania. Powiem, że granicę między rzeczywistością, a fantazją trudno ustalić, niektórzy po śmierci chcą zaznac szczęścia jako żółwie i nie doceniamy mądrości ryb, którą chłonie, jak zawsze świetny, Johnny Depp.

W Arizona Dream i flądra polata (img: http://www.hyjoo.com/img/)

19:34, bizarre_films
Link Komentarze (1) »