O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
środa, 21 kwietnia 2010
BOX Anime

W tym tygodniu, aby wynagrodzić długie przerwy, mam specjalną recenzję. Nie jednego filmu, nie dwóch, a czterech! Ha! Ponieważ w moje ręce trafił box z 4 animowanymi produkcjami. Wielki napis na górze białego pudelka głosi „ANIME – najlepsze przeboje azjatyckiej animacji”. A może jednak, to ta sama taktyka, co ze świątecznymi zestawami kosmetyków – osobno by się tak nie sprzedały, a towar upchnąć trzeba? Prawda jak zwykle leży po środku.

Box anime pełen niespodzianek

 

Ghost in The Shell, reż. Mamoru Oshii, Japonia, Wielka Brytania, 1995.

Dla tego jednego filmu warto było kupić cały zestaw. Nic dziwnego, że po premierze zrobił taką furorę i trafił na łamy publikacji poświęconych nie tylko animacji japońskiej, ale też światowej, czy wreszcie filmowi w ogóle. Animacja przepiękna, wszystko uchwycone w najmniejszych detalach. Muzyka cudownie wprowadza w nastrój filozoficznych rozważań, a pieśń o księżycowej pani idealnie pasuje do postaci głównej bohaterki. Dalej można wyliczać: fabuła intrygująca, wartka akcja, świetny klimat… Ogólnie polecam wszystkim fanom: anime, animacji, cyberpunku i wszelakich produkcji Sci-fi.

 

Blood: The Last Vampire, reż. Hiroyuki Kitakubo, Japonia, 2000.

Gatunek: horror? Cała fabuła sprowadza się tutaj do pogoni za zmiennokształtnymi, humanoidalnymi gadami, w których menu figuruje ludzkie mięso. Saya, tytułowa ostatnia wampirzyca, ma za zadania pokroić potwory na kawałki. Więcej tutaj akcji niż horrorowej grozy. Uważam, że warto poświęcić niecałą godzinkę ze względu na prześliczną animację, którą naprawdę można nacieszyć oko, szczególnie podczas sceny szkolnego balu, gdzie gra orkiestra a pary tańczą w przyćmionym świetle.

 

Kai Doh Maru, reż. Kanji Wakabayashi, Japonia, 2001.

Akcja rozgrywa się w feudalnej Japonii XI wieku, świecie zamieszkanym zarówno przez ludzi jak i demony. Pojawiają się wątki zaciekłej walki o władze w obrębie szlachetnego rodu, niespełnionej miłości, poświęcenia dzielnych wojowników. Historia na wskroś Japońska, ponieważ z czasem przybywa więcej demonicznych postaci mających jakiś, nie zawsze wytłumaczony związek z głównymi bohaterami. Ja niestety zawsze poszukuję odpowiedzi na pytania: co, jak, z kim i jak mając nadprzyrodzone moce, nie dostrzec pewnych „szczegółów”? Od strony wizualnej twórcy zapragnęli nawiązać do klimatu i sztuki z epoki, przez co efekt jest może ciekawy, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że stosując taką oszczędność barw na poszczególne sceny i detali oszczędzali przede wszystkim na budżecie. Można obejrzeć, acz bez zachwytu.

 

Armageddon, reż. Hyunse Lee (i hyun mu w … za taką „twórczość”), Korea Południowa, 1986.

5 minut to zdecydowanie za wiele, a nie wiem jaki masochista zdołałby przetrzymać całe półtorej godziny. Animacja jest tak brzydka, aż oślepnąć można. Fabuła… szkoda pisać. Totalna sieczka

22:43, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 kwietnia 2010
Supersłodkie urodziny mojego blogaska!

Urodziny bizarrefilms

I to nie jest żart!

Blog Bizarre Films ma już 2 lata!

Życzę sobie obejrzenia jeszcze setek zakręconych filmów.

A wszystkim odwiedzającym tego bloga, setek moich grafomańskich wpisów poświęconych tymże produkcjom klasy B (i niżej).

A teraz zapraszam na imprezę:

Bizarre Films dostarcza rozrywki już od 2008 roku

 

Absolutnie fantastyczna impreza