O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
sobota, 30 maja 2009
Blackadder Back and Forth (1999)

(pol. "Czarna Żmija: Tam i z powrotem"), reż. Paul Weiland, 1999, UK.

Blackadder Back and Forth img src:amazon.co.uk

Czarna Żmija po raz kolejny triumfuje! Trudno się dziwić, że po kilku sezonach tego wyśmienitego britcomu, z genialnym Rowanem Atkinsonem w roli głównej, powstał odcinek specjalny. Opowiada on osobną historię współczesnego wcielenia podstępnego (ekhm, ekhm) lorda, który wraz ze swoim wiernym sługą cofa się w czasie robiąc całkiem niezłe zamieszanie w czasoprzestrzeni. Widzom dane jest się przekonać, że każda epoka w dziejach ludzkości miała swoich Czarną Żmiję oraz Baldricka. I nie było to bez znaczenia dla losów naszej cywilizacji. Trudno mi się rozpisywać nad nieco ponad 30 minutami tego speciala. Dośc powiedzieć, że jest to ponad pół godziny dobrego, brytyjskiego humoru, nawiązań do serii, nietypowego spojrzenia na dzieje świata i oczywiście... sprytnych planów Baldricka!

Tym razem nie mogę sobie darować małego spoilera, szczególnie pieśni zwycięstwa (w wersji karaoke)! A teraz, wszyscy razem:

Let joy fill every Briton's heart,
for now our country's going to make it.
At last a king who looks the part,
at last a queen who looks good naked.

Blackadder, Blackadder, a monarch with panache,
Blackadder, Blackadder, he's got a nice moustache.

Everything he wants he'll get,
the world is now Blackadder's oyster.
Most prime ministers are wet,
but Baldrick he is even moister.

Blackadder, Blackadder, a dog who's got his bone.
Blackadder, Blackadder, a bastard on the throne.

Blackadder, Blackadder, his beard is neatly curled,
Blackadder, Blackadder, he's going to rule the world.

20:02, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 maja 2009
Eryk Wiking (Erik the Viking)

reż. Terry Jones, Wielka Brytania, Szwecja, 1989.

.... I znowu Monty Python? .... Monty Pythona nigdy za wiele! A szczegolnie, kiedy mamy wyśmienita prarodię kina przygodowego z gatunku fantasy, a dokładniej produkcji typu Conan Barbarzyńca. Wszystko może się zdarzyć, kiedy wikingowie wyruszają w świat pod wodzą trochę niewydarzonego Eryka (biedactwo, jak na wikinga nie najlepiej idzie mu grabienie i gwałcenie wszystkiego co się rusza). W skład tej osobliwej ekspedycji wchodzą takie osobliwości jak kowal-przystojniak, berserk z dziada pradziada (trzymać z daleka od dzieci i arsenałów broni) i oczywiście nawracający na jedyną słuszną wiarę kaznodzieja, któremu żadne potwory i demony niestraszne, bo... ich nie widzi. Żeby jeszcze lepiej oddać klimat filmu dodam, że film z powodzeniem mógłby być adaptacją powieści Pratchetta, gdyby tylko dodac wzmiankę o wielkim, dryfującym w przestrzeni żółwiu... i Bagaż. Dla miłośników Brytyjskiego humoru kolejny smakołyk (żeby nie rzec z przesadą - chel powszedni), a dla tych nieobeznanych z produkcjami członków grupy Monty Python (tak, takie osobniki jeszcze występują w naszym środowisku) będzie to z pewnością najbardziej zakręcony film o wikingach, jaki widzieli.

 Plakat filmu Eryk Wiking img src:horreur.net

Dzisiaj co prawda mamy specjalne święto, co korci do wpisu tematycznego, ale po porażce 8 marca i naprędce zrobionym zestawieniu, takim wpisom mówię zdecydowane NIE.

...bo o czym? Wszystko o mojej matce?

20:50, bizarre_films
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 maja 2009
Manna

 reż. Hubert Gotkowski, Polska, 2006.

 (dygresja)

 Dostęp do netu odzyskany. Jednak najlepiej pisac ze swojej nory, wtedy nie traci się tego intymnego nastroju

(koniec dygresji)

 Pozostając przy temacie polskiego kina Offowego, to "Manna". Film był na paru festiwalach i różna były jego recepcja. Trudno się dziwić, kiedy ten obraz balansuje między filozoficznymi zagadnieniami, a denną głupawką. I być może w tym tkwi też jego urok.

Dwójch facetów gubi się pośrodku lasu. Nie wiedzą gdzie są, ani jak się z tego miejsca wydostać. Na ich szczęśćie codziennie na polankę sfruwają "karteczki życzeń", czyli tytułowa "Manna" z nieba. Oczywiście życzenia są wykorzystywane w dobrej wierze, co kończy się mega kacem, rozrzuconymi wszędzie puszkami piwa i kartonami po pizzy oraz pytaniem: co dalej? Trochę w tym wszystkim "Czekania na Godota": ten sam motyw z marazmem, niemożnością uwolnienia się z pozornie otwartej przestrzeni (patrz: Anioł Zagłady, o którym napiszę wkrótce), absurdalnymi rozmowami. No właśnie, ja nie mówię, że gadanie o doprowadzaniu się do wytrysku przez powieszenie u Becketta to szczyt filozoficznej dysputy, ale lojalnie ostrzegam przed klozetowymi żartami w "Mannie". Wiecie, jak się podetrzeć skrawkiem chusteczki? To się dowiecie, jak obejrzycie "Mannę".

Można mieć mieszane uczucia. Ale dla mnie teatr absurdu i zżynka z Becketta (z domieszką oryginalnego pomysłu) jest OK, chociaż na licealnym poziomie. Kloaczny humor i hektolitry piwa tym bardziej. Czyli podsumowując: polecam fanom polskiego offu, przyzwyczajonym już do tego, że niektóre produkcje na trzeźwo nie wchodzą.

Na koniec przyda się małe sprostowanie. Piszę tutaj o oryginalnej wersji filmu, którą dane mi było obejrzeć kiedyś na jednym z festiwali. Obecnie na DVD pojawiła się nowa, dłuższa wersja (Manna... remastered?) i z opisów wynika, że nie różni się zbytnio od starej ,a już na pewno nie wnosi nic nowego.

 

Historia w obrazkach:

-Jest las, jest piwo, ale co my tu k... robimy?

- Czekamy na karteczki!

 Czekanie na karteczki img src:artpapier.com

Może czas posprzątac ten burdel?!

 Manna Kilka karteczek później... img src: kultura.wp.pl

Ja tam wolę kontemplowac o życiu i dupie Maryny

Manna - kilkanaście karteczek później img src:manna.paisafilms.pl

 

A tutaj jeden z wyników wyszukiwania grafiki dla zapytania "manna". Wstawiam, bo fajny:

Evelina Manna w pełnej krasie... taka manna - poranna to ja rozumiem! img src:wallpapergate.com

20:26, bizarre_films
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 maja 2009
Marco P. i złodzieje rowerów

reż. Bodo Kox, Polska, 2005

Marco ma rower. Marco codziennie jeździ na swoim rowerze. Marco swój rower kocha. Powtórzę jeszcze raz: K-O-C-H-A. Do takiego stopnia, że kiedy ten zostaje perfidnie "uprowadzony", Marco rusza w pogoń i rozpoczyna swoje własne śledztwo. W amełykańskiej mamałydze akcji mamy schemat dobry gliniarz - zły gliniarz. Bohater tego filmu od początku jest tym złym. Rowerowa pasja przeradza się w obsesję, a podwórkowe szumowiny już nigdy nie ukradną nawet dziecinnego rowerka.

Film Bodo Koxa, czyli znanego już w offowym światku autora. O jednym z jego filmów (nawet lepszym niż dzisiejszy) już było: TUTAJ

Niski budżet, swojski klimat i pariodowanie na całego zachodnich produkcji sensacyjno-kryminalnych. To jest właśnie Polski OFF.

Marco szuka zemsty za swój rower... img src:independent.pl

20:44, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 maja 2009
Lubię nietoperze

 reż. G. Warchoł, Polska, 1986

Internetowe fora kipią pogardą i nienawiścią do tego tytułu... Dlaczego? Bo polskie? Bo niestraszne, chociaż tematyka sugeruje horror? Ja będę bronić tej czarnej owieczki, przepraszam - nietoperza, ze wszystkich sił!

Rozbawiona wampirzyca szczerzy kły w filmie "Lubię nietoperze"  img src:japko.hapay.pl

Po pierwsze, film został nakręcony w latach '80. Tutaj recenzja mogłaby się zakońzyć, ale to nie ten blog*. Wystarczy taka scena jak roznegliżowany taniec w rytm utworu na syntezatorze, żeby łza się w oku zakręciła. Ale na takich smaczkach i kostiumie w panterkę umiłowany kicz się nie kończy. Film obfituje w sceny będące zżynką z zachodnich produkcji, a dokładniej seriali akcji: samochody wybuchają jak dynamit, a "ci źli" padają od jednego ciosu zadanego przez psychiatrę-karatekę. Kolejnym, niewątpliwym atutem filmu, jest sama historia pięknej wampirzycy, która traci głowę dla wspomnianego wcześniej psychiatry (o znamiennym nazwisku: Jung. Cóż za misterna gra słów!). Chyba jeszcze się taki pisarz lub reżyser nie urodził, który by nie dostrzegł, że wampiryzm = eortyzm. Dlatego zaopatrzona w parę dorodnych... kłów Iza nie jest daleka od prawdy, kiedy podaje się za nimfomankę. Wisienką na torcie jest wg. mnie obsada aktorska, szczególnie jeśli spojrzymy przez pryzmat innych dokonań aktorów. Jonasz Kofta gra artystę-narkomana, a gwiazda "Klanu" (nie, nie Ryśku) - A. Grabarczyk, z pieknymi pielęgniarkami uprawia nie tylko ogródek...

I co by złego "znawcy" kina nie pisali, ja tam lubię nietoperze, chociaż jest to ewidentny "Polisz kicz pordukt made in ejtis" i pewnie nie jedna osoba w niego zamieszana nie chwaliła się nim w spisie dokonań.

 

Poniższy plakat zdecydowanie zachęca do zapoznania się z tytułem:

Mniej znany, a zdecydowanie przerastający formą drugi wariant, plakat do filmu "Lubię nietoperze" img src:filmpolski.pl

*Oczywiście mowa o kult-turystyce ;) 

20:57, bizarre_films
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2