O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
środa, 19 maja 2010
Antychryst

Antychryst (Antichrist), reż. Lars von Trier, Dania, Francja, Niemcy, Polska, Szwecja, Włochy, 2009.

Antichrist poster

 

Ok., trochę porzucam formułę pisania o filmach, które z całego serca polecam (chociaż przestrzegam, ze należy oglądać je na własną odpowiedzialność i być świadomym ich negatywnego wpływu na delikatną psychikę). Właściwie już film Tale 52 opisany był na długo przed polską premierą, ku przestrodze dla niektórych osób. Ale nie będzie to jechanie po Antychryście jak po łysej kobyle, bo to nie jest film ZŁY (w kontekście tytułu można to oczywiście różnie pojmować) acz jedynie specyficzny i momentami… drętwy.

Nie będę silić się na trudne słowa i zawiłe metafory opisujące stylistykę tego obrazu, dość powiedzieć, że według mnie film jest ładny. Oczywiście wyłączając osławione już sceny „drastycznej przemocy” (jakby przemoc sama w sobie nie była drastyczna :-P), mam na myśli raczej ujęcia przedstawiające leśny krajobraz i oniryczne wizje bohaterów prowadzające w tę sielankową scenerię nastrój grozy. Kamera nie pozostaje do końca statyczna, co można uznać za standard tam, gdzie potrzeba z jednej strony większego realizmu, a z drugiej oddania tego psychotycznego nastroju i emocjonalnych wahań bohaterów.  Nie mogę pominąć prologu (z epilogiem tworzą, a jakże, sprawdzająca się zawsze i wszędzie kompozycję klamrową, przynajmniej stylistycznie), gdzie seks w zwolnionym tempie, czarno-biały obraz i aria operowa w tle były dla mnie jak plansza „To jest AMBITNE kino, chamie”. Oczywiście nie znaczy to, że mi się nie podobało.

Cała kampania promocyjna była nastawiona na skandal: udowodnienie, że tytuł wcale nie jest przypadkowy i mamy do czynienia z najbardziej obrazoburczym i niepokojącym obrazem w historii kina. Sex&violence i totalna profanacja. Więc mamy wszystkie te dwie sceny ostrej seksualnej przemocy i przyznaję, żaden zdrowy psychicznie człowiek nie obejrzy ich dla przyjemności. Jeśli ktoś chce ten film mocno obejrzeć, ale boi się, że nie wytrzyma tych scen… niech poprosi kogoś, żeby mu powiedział kiedy zasłonić oczy :-P Tym razem piszę na poważnie, to nie jest Piła, gdzie ucieknie nam ¾ filmu. Rany, gdzie i kiedy moją niewinność zastąpiła cała ta zgnilizna moralna, skoro ten film nie powalił mnie z nóg jak zapewniał dystrybutor. Tak, ten film jest też bardzo seksistowski, ale dużo bardziej denerwuje mnie seksizm we wszechobecnych reklamach środków czystości i durnych serialach. Ponieważ „Antychrysta” obejrzy garstka ludzi i raczej sprowadzi to do fantazji reżysera odkrywającego na nowo historie średniowiecza, a nie potraktuje tego jako modelu. Swoją drogą uznałam za wielce ciekawy fakt Polskiej premiery tego filmu i byłam mile zaskoczona, że film jest współprodukcją Polską, co chyba trochę obudziło we mnie resztki patriotyzmu.

Na deser o symbolice. Film pozostawił mnie w stanie „Ale o co biega?” i żeby ten stan zwalczyć, przeczytałam kilka recenzji w internecie, po czym poczułam się trochę rozgrzeszona  faktem, iż  profesor Tina Beattie (Antichrist: the visual theology of Lars von Trier) też ma miejscami wątpliwości. Jak się później okazało, zbytnie zagłębianie się w symboliczną wymowę dzieła ekscentrycznego reżysera w stanie nie wyleczonej depresji wplątującego tam wątki autobiograficzne może zakończyć się jak analiza i interpretacja Szymborskiej. W jakimś wywiadzie stwierdziła, że to są niezłe interpretacje choć sama by na to nie wpadła. W końcu nie każdy cieć z drabiną jest od razu aniołem.

Antichrist poster 2

 

wtorek, 11 maja 2010
Wojna polsko-ruska

Wojna polsko-ruska, reż. Xawery Żuławski, Polska, 2009.

Gatunek: trudny do określenia, ale to dobry towar.

Po kilku zniechęcających komentarzach „Wojna polsko-ruska” nie trafiła na listę moich filmów do obejrzenia i to był duży błąd. Przyznam się, że dopiero jakiś czas temu obejrzałam ten tytuł i byłam zupełnie oczarowana!

Film w moim guście. Jeśli widz spodziewa się realizmu i uporządkowanej fabuły dostaje kamieniem w łeb od rzygającej nimi gotki. Przemierzamy s Silnym jego dzielnię i tak jak on, do końca nie wiemy co się dzieje, ale dajemy się wkręcić w ten psychodeliczny film. A to pojawia się nowa, zakręcona postać, albo Silny pokazuje, że nie na darmo tak go zwą i dosłownie rzuca ludźmi na prawo i lewo. Ale na nic zda się jego siła, skoro każdy gest zależy od słów pisarki. Ona sama w filmie również się pojawia i wypada doprawdy uroczo. Czy mogę tak napisać? Chyba mogę, mój blog, a Masłowska wcielając się w młodszą, lekko sepleniącą siebie i czyniąca zamęt w życiu swoich bohaterów jest cudna. Jeśli już o kreowaniu mowa, kreacja Borysa Szyca to dodatkowy atut filmu. Oby więcej było w Polsce takich produkcji: dobrze zrealizowanych, z dobra obsadą, trafiających na duży ekran jak i pod strzechy, a jednocześnie czerpiących wszystko co najlepsze z kina niezależnego.

Wojna polsko-ruska - plakat

 

czwartek, 06 maja 2010
Immortal - kobieta pułapka

Immortal – kobieta pułapka (/Immortel), reżyseria i scenariusz Enki Bilal, Francja, Wlk. Brytania, Włochy, 2004.

Na samym wstępie pragnę zaznaczyć, że piszę ten tekst z perspektywy osoby, która nie zapoznała się z komiksowym pierwowzorem tego filmu. Dlatego nie będzie porównań do komiksu i decydowania, co lepiej wypada albo czego w filmie brak (a czy w ogóle brakuje?). Wszak za jedno i drugie odpowiada ta sama osoba, choć można spekulować, czy Bilal dobrze sprawdza się w roli reżysera, czy jednak powinien zapisać się w historii przede wszystkim jako genialny twórca komiksowy.

Już sama okładka i krótki opis od dystrybutora były zachętą. Bóg walczący o nieśmiertelność i tajemnicza kobieta płacząca niebieskimi łzami? Brzmi miło. I dalej tez tak było, chociaż film niestety nie poskąpił rozczarowań. Okazało się, iż zapewne ze względu na cięcia budżetowe, postanowiono zastąpić połowę żywych aktorów i scen z ich udziałem komputerową animacją. Która sama w sobie nie wygląda najgorzej ale ciągłe przeskoki między wersją animowaną, a live action są dosyć męczące. Obie formy osobno świetnie się bronią, lecz zestawienie ich razem nie było strzałem w dziesiątkę, a jak już wspomniano, oszczędnością (bo ja inaczej nie potrafię tego wytłumaczyć).

Pomijając ten mankament trzeba przyznać, że charakteryzacja i scenografia wyszły nadzwyczaj dobrze, gdyby tak tylko było przez cały film… Ech, byłoby bosko. Fabuła jest interesująca, wraz z rozwojem akcji pojawiają się nowe wątki i trudno nie zauważyć powtarzania (aczkolwiek dość zgrabnego) utartych schematów. Dużo z „Piątego Elementu” (heh, przypomniała mi się scena, jak Leeloo wcinała kurczaka), coś z Łowcy Androidów i postać detektywa z blizną jak żywcem wyjęta z filmów Noir.

Jeśli ktoś dobrze się czuje w klimatach Sci-fi, polecam śmiało choć film nie jest wolny od mankamentów. A dla reszty ryzyk-fizyk i Leeloo na niebiesko.

Immortal - kobieta pułapka poster source:movieposter.com

10:31, bizarre_films
Link Komentarze (1) »