O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
niedziela, 28 czerwca 2009
Planet of the Apes / Planeta małp

Fabryka małp, fabryka psów... a nie, nie! Przepraszam, dzisiaj o czymś innym. Mianowicie o mojej ulubionej serii Sci-fi i nie, nie są to Gwiezdne Wojny, co zresztą widać po tytule. Postaram się wszystkim niewtajemnoczonym wytłumaczyć, co jest takiego porywającego w filmie o gadających małpach, które biegają ze strzelbami za cofniętymi w rozwoju ludźmi...

Planet of the Apes (Planeta małp, reż. Franklin J. Schaffner, 1968)

 Zamiana ról w Planecie Małp img src:monstersandcritics.com

Statek kosmonautów rozbija się na nieznanej planecie. Rozbitkowie, którzy ocaleli z katastrofy ruszają w nieznane aby odkryć, że jest to... ich całkiem znana planeta Ziemia ale parę tysięcy lat do przodu. Ok, gwoli ścisłości głowny bohater, George Taylor, odkrywa to długo po tym jak poznaje plemię ludzi po procesie de-ewolucji, jego towarzysze zostają zabici przez ujeźdżające konie malpy w mundurach, a on sam pojmany i trzymany w klatce jako królik doświadczalny. Do takiej roli został zdegradowany czlowiek - niegdysiejszy władca świata, a jego miejsce zajęły człekokształtne małpy - szympanse, goryle i orangutany.

Film porusza wiele ważnysz kwestii, zaczynając od natury człowieczeństwa - czy można nas zastąpić nowym (lepszym?) gatunkiem? A co z religią? Jak się okazuje małpy opierają swoją cywilizację na "Świętych Księgach": "Bóg stworzył małpę na swoje podobieństwo", zaś człowiek jest bestią, nad którą małpa winna sprawować kontrolę itd. Brzmi znajomo, prawda? Co z testami na zwierzętach: czy okrucieńswo w imię nauki jest w pełni uzasadnione? Można zacząć sie zastanawiać nad sensem przynajmniej niektórych badań, kiedy na stole do sekcji leży człowiek (już nie wspomnę z czym jeszcze mi się to kojarzy...). Te i podobne im pytania można mnożyć. Do tego dochodzi jeszcze temat nuklearnej zagłady, tak żywy w latach '60. Jakby było mało, planeta małp dla jej uprzywilejowanych mieszkańców wydaje się Utopią, ale widz szybko orientuje się, że jest to raczej Dystopia, w ktorej odstające (czyt. myślące = dożące do prawdy = niebezpieczne) jednostki są odsuwane.

Planeta małp to film prowokujący do myślenia, ale nie pozbawiony wartkiej akcji i obozowego survivalu. Grzechem byłoby nie wspomnieć nie tyle o efektach specjalnych, co genialnej charakteryzaji. Chwała aktorom, którzy świetnie odgrywali swoje role (kwestiom toważyszy "małpia" mimika jak np. marszczenie nosa, mistrzostwo) okuci w sztuczne futra i małpie uniformy (jak na totalitarną dystopię przystało, każda kasta ma swój strój).

 

Jak na wielki sukces przystało, powstały jeszcze 4 części, czyli 3 prequele i 1 sequel (a także remake, ale o tym później) oraz serial TV. Oprócz wcześniej omówionych kwestii, pozostałe części kłada też nacisk na problemy niewolnictwa, rasizmu, degeneracji społeczeństwa (mam tu na myśli "zesputy zachód" z jego konsjumpcjonizmem i moralną pustką), a nawet... aborcji. Czyli całkiem sporo. Zapewne każdy instynktownie domyśla się, że pozostałe częsci nie dorastają do pięt oryginałowi, który w swojej wymowie jest wystarczająco mocny. Ale z drugiej strony, mamy tu ciekawe uzupełnienie całej historii i trzeba przyznać, ze ogólnie pozostałe "Pnatety..." trzymają poziom.

W podziemiach planety małp (Beneath the Planet of the Apes, 1970)

Dwa największe (najseksowniejsze) atuty filmu W podziemiach Planety Małp img src: starz.com

Jak się okazuje, ludzka cywilizacja całkiem nie upadla, a jej niedobitki ukrywają się w podziemiach zakazanej strefy (znajome? Taaa.... mi też kojarzy się z Morlockami). Misja ratunkowa trafia na planetę w złym momencie: właśnie ma rozpocząć się wojna między małpami a wegetującymi w ukryciu "nadludźmi". Główne zagadnienie? Stawiam na ryzyko zagłady nuklearnej.

Ucieczka z planety małp (Escape from the Planet of the Apes, 1971)

Dość komiczny plakat filmu Ucieczka z Planety Małp img src:impawards.com

Zira i Cornelius wraz z towarzyszem (ktoremu niedane jest długo pożyć w tym filmie) uciekają z Planety Małp i cofają się w czasie na pokładzie statku kosmicznego, którym niegdyś wylądował Taylor z załogą. Jakież to zdziwienie ogarnia amerykańskie siły zbrojne, kiedy zamiast astronautów z wyłowionego wraku wychodzą małponauci! Małpy nosza ubrania, jedza sztućcami i biegle władają angielskim, a to co mówią, nie spodoba się wielu wysoko postawionym ludziom. Chronologicznie przez pętlę czasu można ustawić ten film jako pierwszy w kolejności, zapowiedziane są tutaj przyszłe wydarzenia rozgrywające się w pozostałych częściach.

Podbój planety małp (Conquest of the Planet of the Apes, 1972)

Podbój Planety Małp (znanej jeszcze jako Ziemia - podwórko ludzi) img src:getthebigpicture.net

Namnożyło sie tych małp w czerwonym. I do tego biegają z bronią! Ale na pocieszenie: małpy nie zabijają swoich prezydentów!

 

Lubię tę część. Bez zbytniego zdradzania fabuły: mamy to do czynienia z wydarzeniami, których zapowiedzią była "Ucieczka..." i które można uznać za bardziej bezpośrednią (ale nie ostateczną) przyczynę upadku ludzkiej cywilizacji. Ciekawe, jak w sytuacji podobnej do tej przeżytej przez Taylora postawiona jest pierwsza "uczłowieczona" małpa. Kwestia niewolnictwa i nierówności rasowych jest tu wyeskponowana niemal nachalnie.

Bitwa o planetę małp (Battle for the Planet of the Apes, 1973)

Małpy stają do bitwy o planetę, aby za kilkaset lat Taylor mógł dostąpć wątpliwego zaszczytu bycia jedyną inteligentną istotą ludzką img src:timeinc.net

Malpy vs Ludzie vs inne małpy i wszyscy walczą o dominację, tudzież ratowanie swojej cywilizacji. A i tak wiadomo, jak to się skończy. Jakos chyba najmniej podobała mi się ta część, dlatego się nie rozpisuję.

Nie dane mi było obejrzec serialu i szczerze mówiąc, mam co do tego mieszane uczucia: z jednej strony pewna ciekawośc, ale z drugiej: co nowego i odkrywczego może wnieść serial, co nie było już w 4 filmach. Jesli jednak sięgnę po niego - z pewnością zdam relację.

 

 Elegancka kobieta nawet po upadku cywilizacji znajdzie czas na perfekcyjny makijaż! img src:elle.com

I jeszcze kwestia Burtonowskiej wersji. Właściwie do tego strach mi się zbliżac, bo o ile Burtona lubię, nawet bardzo, to pomysł zrobienia remaku kultowego (zaznaczam, kultowego!) filmu z nastawieniem na sukces kinowy (czyt. duzo fajerwerków, mało treści) zdecydowanie odstrasza. Co prawda nowyTime Machine nie wypadł aż tak źle (ależ oczywiście, ze wolę klasyczną wersję), ale boję się, że nowa Planeta Małp przynosi serii raczej złą sławę.

Aby optymistycznym akcentem zakończyć wpis, prezentuję jeden z najsłynniejszych pocałunków w historii kina!

Jedyny TAKI pocałunek w historii kina

 

P.S. Mam nadzieję, że ten megawpis wystarczy na parę dni, ponieważ z przyczyn technicznych (technicznych, zaznaczam, nie wakacyjnych) nie będzie mnie na blogu... właściwie to nie wiem jeszczeile, ale około tygodnia.

20:00, bizarre_films
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 czerwca 2009
Ucieczka z kina 'Wolność'

Jeszcze poranny wpis na tym blogu nie był popełniony (mam problemy ze swoim sprzętem), ale nikt nie patrzy, więc przedstawiam:

reż. Wojciech Marczewski, Polska, 1990.

Do bólu paradoskalny tytuł filmu Wojciecha Marczewskiego właściwie ładnie podsumowuje ten obraz. Uciekać - ale dokąd? To jest dylemat, szczególnie dla postaci z ekranu, które w niewytłumaczalny sposób ożywają na ekranie i nie chcą już grać swoich ról. Znudziły im się marne role w melodramatycznym filmidle i ciągłe zabawianie publiczności. Jako, że akcja "Ucieczki..." rozgrywa się za komuny do akcji wkracza cenzor - upadły krytyk (w tej roli Janusz Gajos). I co tu począć, jak w ogóle rozmawiać z ludźmi, którzy istnieją na celuloidowej taśmie? Silniej niż zazwczyczaj daje o sobie znać dylemat między prawdziwymi uczuciami i myślami, a byciem kundlem podwijającym ogon ze strachu przed decyzją władz. Dodatkowym smaczkiem filmu (poza fabułą, świetną obsadą i ciekawym zakończeniem) jest nawiązanie do... "Mistrza i Małgorzaty"! Gdzie i kiedy - już nie zdradzę, ale podpowiem, że są to sceny nocne (oj nie pomyślcie sobie za dużo, zbereźnicy!). Oczywiście marczewski rozliczając się z komuną nie zapomniał o doborowej obsadzie: Gajos, Fronczewski, Zamachowski... Jak zwykle nie przedłużam, ponieważ nie lubię spoilerować i psuć radości z filmowych smaczków, które inaczej zostałyby tu opisane. Warto, warto, warto!

Na koniec dodam (co jeśli nie było jeszcze na blogu wspominane, to będzie), że ludzie, którzy afiszują się z niechęcią do wszelakich rodzimych produkcji ostatni raz pewnie byli w kinie na "Nie kłam kochanie" (ja osobiście mam traumę po tych torturach i do tej pory nie wiem, jak mnie na to zaciągnięto) i... podobało im się, ale się nie chcą przyznać. Ot, co!

Spojrzenie ex-cenzora mówi wszystko... Ucieczka z kina 'Wolność' img src:filmpolski.pl

P.S. Lato-srato :P Ale może dlatego obiecuję (w miaaarę) regularne wpisy, które będą miały przynajmniej 10 w skali Bizarre.

09:53, bizarre_films
Link Komentarze (2) »
niedziela, 21 czerwca 2009
Anioł Zagłady

oryg. El Angel exterminador, reż. Luis Bunuel, Meksyk, 1962.

Przy tym filmie S. Dali nie współpracowal z L. Bunuelem. I Bunuel. schrzanił film. Tak oczywiście mówił tylko rozgoryczony Dali, a mnie to dzieło bardzo przypadło do gustu, mimo iż uzyskało mniejszy rozgłos niż "Pies andaluzyjski" ze swoją słynną sceną rozcinania gałki ocznej.

Trwają przygotowania do wielkiej kolacji dla dostojnych gości. Szampan nalany, lodowe rzeźby iskrzą w świetle kryształowych żyrandoli, a służba powoli się ulatnia. W końcu nawet goście są zmęczeni i chcą się rozejśc do domów. Ale to znowu nie chcą. To znaczy chyba chcieliby, ale nie mogą. No, teoretycznie moga, ale jakoś nie chcą, nie dają rady, nie wychodzą... nie mogą. Ten bardzo niebezpieczny syndrom rozwleczonej impąezy, kiedy szał już się ulotnił, a nikt jakoś nie chce opuścic dostojnego grona. Drzwi otwarte, proszę bardzo. Ale nikt nie może przekroczyć progu wielkiej sali, nikt też z zewnątrz nie jest w stanie wejśc do środka. Mijają godziny, dni... Ludzie, którzy wcześniej wymieniali uprzejmości teraz patrzą na siebie wilkiem. Kiedy nie można skorzystać z toalety, kończy się jedzenie, woda i leki, zaczyna się lekcja survivalu dla burżuazji i wnet pryska jej dyskretny urok...  Absolutny Absurd! Panie rozprawiają o tym, co widziały na dnie "wazy nocnikowej" (były to rzeczy zgoła inne, niż można by sie spodziewać), kochankowie próbują znaleźc chociaż metr kwadratowy intymnej przestrzeni, a obecny na sli lekarz raczej nie dodaje nikomu otuchy. O ile krytyka wyższych sfer, napuszonego towarzystwa i ludzi aspirujących do miana "lepszych" już nie szokuje, to pewnie znalazłby się w Polsce ktoś urażony pysznym zakończeniem tego filmu, którego oczywiście nie zdradzę.

 Tym razem plakaty nie przypadły mi do gustu, jak w przypadku ostatnio opisywanego "Sanatorium pod Klepsydrą", dlatego kilka screenów:

Miłe złego początku w "Aniele zagłady" img src:pasionesyotrosdesmanes.blogspot.com

Hurrrra wychodzimy! img src:www.adn.es

Albo nie: poczekamy, zobaczymy...

P.S. Progi Syndykatu zostały przekroczone. IT'S PARTY TIME!

Wiwat na cześć Bizarre! img src:indiewire.com

 

21:11, bizarre_films
Link Komentarze (1) »
środa, 17 czerwca 2009
Sanatorium pod klepsydrą (1973)

aka Sandglass, The / Hour-Glass Sanatorium, The (za filmwebem), reż. Wojciech Has, Polska, 1973

Kto poznał już prozę B. Schulza, ten wie, że przeniesienie na ekran tych fantastycznych tworów jest niemożliwe. A jednak Wojciechowi Hasowi udało się to całkiem nieźle. Nie chcę w tym miejscu robić porównań do literackiego pierwowzoru, ale musze przyznac, że pomimo tak różnego medium Hasowi udało się  odzwierciedlić oniryczny klimat opowiadań Schulza. Zdarzenia przeplatają się ze soba w luźnym ciągu, scenerie zmieniają jak w kalejdoskopie, nie wiadomo, co za chwilę się wydarzy. Na ekranie momentami panuje dokładnie zaplanowany chaos, a bohater jest jak kukiełka rzucona w wir fantastycznych i groteskowych wydarzeń. Scenografie są wprost bajeczne i dopracowane w każdym szczególe. Stroje i rekwizyty pewnie wypełniłyby cały hangar samolotowy. Może przesadzam - ale jak tu nie przesadzać, gdy na ekranie przepych i gwar postaci jak ze snu, a pomiędzy nimi oczywiście ponętna, rudowłosa Adela wybija się swoim ponętnym ciałem ponad tę paradę mar i dziwostworów?  Poetycko się coś dzisiaj rozpisuję, ale czy można inaczej?

W dzisiejszym wpisie polecam nie tylko film, ale również opowiadania Schulza. Ciekawi mnie, jaki byłby odbiór obrazu bez ich znajomości, ale obawiam się, że byłoby to tylko słodkie (oby nie gorzkie!) otumanienie. Ten tytuł mógłby równie dobrze figurowac na blogu w stylu "Perły Polskiej Kinematografii" albo coś jak "Zapomniane, niedoceniane...". Uczta dla kinomana, konesera, literata, turpisty i zbereźnika. Oraz innych.

Plakat do filmu "Sanatorium pod klepsydrą"... kupcie mi taki! img src:filmbox.pl

18:04, bizarre_films
Link Komentarze (1) »
sobota, 13 czerwca 2009
Powder / pol. Zagadka Powdera

reż. Victor Salva, USA, 1995

Ten film widziałam już dawno temu i może wypadałoby sobie go przypomnieć, zanim zacznę pisac. Ale z drugiej  strony może ciekawiej będzie powoli wydobywać go z zakamarkow pamięci na światło dzienne?

Zaczyna się chyba od znaleziska w starym domu, którego lokatorzy zmarli. W zaciemnionej piwnicy grupa policjantów, a z nimi pani psycholog odnajdują... kilkunastoletniego chłopca-albinosa. Matka Powdera zmarła rażona przez piorun, a dziecko chowane bylo przez dziadków niczym dzwonnik z Notre Dame. Chłopak poza defektem fizycznym jest niezwykle sprawny umysłowo. Oczywiście koniec izolacji to tylko początek problemów, kiedy samotny chłopak musi zmierzyć się z "wielkim" małomiasteczkowym światem i dziwacznymi nawet jak dla mnie zasadami życia w amerykańskim liceum. Pod tym względem film przedstawia się na przekór schematycznie, bo mamy tam osamotnione indywiduum, szkolnych osiłków, piekną "dziewczynę z sąsiedztwa" itd. Ale na jaw powoli wychodzą niezwykłe zdolności Powdera m. in. to, dlaczego jego dziadkowie tak bardzo bali się burzy i trzymali chłopaka z dala od instalacji elektrycznej... Powder powinien zająć zaszczytne miejsce między takimi niezrozumianymi, genialnymi odrzutkami jak np. Upiór z opery. Są sceny w tym filmie, które jednak zapadają w pamięć. Ten film wykracza poza zwykły dramat psychologiczny i robi krok w stronę metafizyki. Powderowi towarzyszą niewyjaśnialne zjawiska, które bez względu na to, czy są fizycznie możliwe czy też są wymysłami pisarzy sci-fi, wielu ludzi może skłonić do myslenia nad naturą otaczającego nas świata. Tym razem polecam ten film każdemu.

Najlepszy moim zdanie poster filmu "Powder" img src:vanityclinic.com

 

20:57, bizarre_films
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2