O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
środa, 30 czerwca 2010
Flash Gordon

Pierwsza megakiczowata produkcja lat 80 z wielką pompą. Niesamowita historia, postaci żywcem przeniesione z komiksu  i sztuczne aktorstwo. Na szczęście akcja toczy się wartko a fala kiczu porywa widza do tego kolorowego świata, w którym mieszkańcy odległych galaktyk paradują w rajtuzach, a ojczystym językiem każdej nacji jest angielski.

Wszystko zaczyna się, kiedy ZŁY Zoltan, evil mastermind władający niemal boską mocą, postanawia zabawić się kosztem niczego nie podejrzewających Ziemian. I tak na naszą biedną planetę, na której katastrof dostatek, spadają klęski równie niszczycielskie, co pomysłowe (deszcz meteorytów wchodzi w pakiet podstawowy). Na szczęście Ziemia ma swojego genialnego, lecz dużo bardziej „pozytywnego” naukowca. Szalonego i wyklętego z naukowych kręgów, a jakże. W ostatniej chwili dosłownie z nieba spadają mu Flash w asyście uroczej dziewczyny i trójosobowa załoga prototypowego statku kosmicznego rusza ku odległej galaktyce, aby stawić czoła podłemu dyktatorowi i zjednoczyć poddane mu królestwa. Przy tym wszystkim film nie jest pozbawiony poczucia humoru i lekkiej autoironii, a ja widzę w nim nawiązania do np. Barbarelli.

Jeśli ktoś taka dozę absurdu z dodatkiem kostiumów, których nie powstydziłaby się Lady Gaga oraz tanich efektów specjalnych pochłania z apetytem, niech się ani chwili nie zastanawia. A kto jest odpowiedzialny za muzykę? The Queens! Jeśli nikt wcześniej nie słyszał o tym filmie, może to przyjąc z zaskoczeniem, ale to ich utwór przewija się przez lwią częśc filmu i zapada w ucho na długo. Po seansie na 100% każdy będzie nucił „FLASH! Ooo-uu… King of the impossible!”

23:03, bizarre_films
Link Komentarze (2) »