O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
wtorek, 25 sierpnia 2009
Absurdistan

reż. Veit Helmer, Niemcy, Azerbejdżan, 2008

Bez wody nie ma... seksu!

Nie ma wody na pustyni... w Absurdistanie img src:www.loop-magazin.de

Właśnie brak wody w zapomnianej przez świat wiosce prowadzi do podziału jej mieszkańców (a jest to aż kilkanaście rodzin) na dwa wrogie obozy.Kobiety chcą wody, mężczyźni... zrobią wszystko żeby się jakzwykle nie zhańbić ciężką pracą i dostać to, czego chcą. A w samym środku tej wojny romantyczna miłosc dwójki nastolaktów wystawiona zostaje na ciężką próbę. Tak bez zdradzania szczegółów streścić można fabułę tej komedii, która jak się okazuje została doceniona również przez polską publicznośc podczas ostatniego Sopot (Fantastic?) Film Festival.

Mimo, że lwia częśc żartów (czyt. prawie wszystkie) obraca się wokól seksu, nie budzą zażenowania, jak ma to miejsce w zachodnich produkcjach dla napalonych nastolatków, które (nie będąc napalonym nastolatkiem) trzeba trawić wspomagając się większą dawką alkoholu. W "Absurdistanie" obejdzie się bez kaca (filmowego ;) ), ponieważ temat potraktowano bardzo swojsko i z pewnością klimat tej zapadłej wioski przypadnie do gustu ot, chociażby miłośnikom "Rancza" Wilkowyje. Wiele temu filmowi można zarzucić. Ale jest genialny pod kątem spełniania pewnych oczekiwań - miała być lekka komedia z nutką romansu? I jest! Nie prowadzę bloga, aby przeprowadzać wielostronnicowe analizy filmowe, a tym bardziej nie lubię skakać po klawiaturze, kiedy nic na siłę dodać nie można. Ja do złego nie namawiam, ale wiecie ludziska co robić, więc idźta oglądać. Pozostaje też mieć nadzieję, że polscy dystrybutorzy zwęszą w tym dobry interes i Aburdistan pojawi się na klepowych półkach - obok "Rancza" ;)

Doczytać kilka anegdotek można w krótkiej, acz zachęcającej relacji z Bilbao's Fantasy Film Festival: http://pensamientoscapturados.wordpress.com/2009/05/04/absurdistan-and-the-fant-bilbao-film-festival/

Absurdistan img src:http://filmmakermagazine.com/

 

 

Ja teraz też jadę na "ranczo", więc do zobaczenia za 2 tygodnie.

 

17:02, bizarre_films
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Dzień bez Meksykanów

A Day Without a Mexican, reż. Sergio Arau, Hiszpania, Meksyk, USA, 2004

 

Dzisiaj film polityczny. Problem nielegalnych uchodźców nęka Stany od daty ich powstania, a nawet emigrantom żyjącym na legalu jest ciężko (o czym opowiada genialny dramat "Crash", który również polecam każdemu).  Są tacy, którzy chcieliby natychmiastowego rozwiązania. Gdyby tak wszyscy ci wstrętni Meksykanie po prostu zniknęli... Czyżby nigdy nie słyszeli bajek, których morał sprowadza się do "uważaj, czego sobie życzysz"? Bo kiedy Meksykanie naprawdę znikają w tajemniczy sposób znika razem z nimi niemal cały sektor usługowy. Kto zajmie się amerykańskimi domami, ogrodami, dziećmi, plantacjami i barami z meksykańskim żarciem skoro wszystkie gosposie, niańki, ogrodnicy, pracownicy fizyczny itd. pochodzenia meksykańskiego zniknęli jak kamfora zostawiając na ruszcie przypalające się burito?

Z tego amerykańskiego moralitetu wyszedł film przyjemny. Zabawny, zaprawiony tajemnicą rodem z produkcji Sci-Fi i pouczający. Dobry na lekki, letni seans.

 

A Day without a Mexican... może być gorzej niż w Armageddonie img src:impawards.com

22:55, bizarre_films
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 sierpnia 2009
Śnieżka dla dorosłych (1997)

Snow White: A Tale of Terror (aka Snow White in the Dark Forest / The Grimm Brother's Snow White), reż. Michael Cohn, USA, 1997.

Wbrew polskiemu tytułowi (czyżby ktoś od "Wirującego seksu" brał się za tłumaczenie?) nie dostaniemy tutaj rozszerzonej wersji teledysku Rammsteina: konfiguracja 1+7, gdzie Śnieżka-domina rozdaje klapsy w zamian za złoty proszek, który wciąga później bez opamiętania. Ale też na przekór oryginalnemu "Tale of Terror" bajkowa królewna nie odgrywa scen z Resident Evil, móztg nie bryzga na ściany, krew nie leje się wiadrami... To z jakim dziwnym tworem mamy w końcu do czynienia? Najblizszy prawdy jest chyba tytuł "The Grimm Brother's Snow White". Film pozbawiony jest ekstremalnych scen przemocy i golizny, jednak odniesienie się do oryginału, a nie ugrzecznionych wersji dobranocek to chyba wystarczający powód żeby samemu zasiąść przed ekranem i nie pokazywać filmu kilkuletniej siostrzenicy. Chyba, że bachor pomazał różowym flamastrem wasze cenne komiksy lub dopuścił się innej zbrodni...

Mała Liliana jest oczkiem w głowie swojego tatusia i wcale, a wcale nie ma zamiaru zaakceptować swojej nowej "mamy", kiedy ta staje się szczęśliwą panią Hoffman. Lilian dorasta i sielanka dobiega końca, kiedy "zła macocha" pragnie jej śmierci. Schronienie znajduje w kurnej chacie zamieszkanej przez bandę społecznych wyrzutków, którzy o dziwo (uwaga, największy spoiler!) ratują ją od losu gorszego niż śmierć i adorują jak najświętszą panienkę-wciąż-dziewicę, spragnieni widoku ślicznego dziewczęcia i kobiecej ręki w chałupie. Realizm miesza się z magią: w końcu macocha Lilian sięga po czary, aby pozbyć się problemu. Mozna powiedzieć, że to ona gra pierwsze skrzypce w tym filmie. Motyty "Śnieżki" są wszystkim znane i dosyć proste, a co za tym idzie - mało interesujące. Dlatego zaglębienie sie w postać Lady Claudii, której świat runął wraz ze śmiercią jej nowo narodzonego dziecka, jest moim zdaniem strzałem w dziesiątkę. Życie w cieniu zmarłej żony Lorda Hoffmana, śmierć dziecka, despotyczna matka przemawiająca przez lustro i w końcu zbliżająca się menopauza w połączeniu z czarną magią, cechami Lady Macbeth i objawami choroby psychicznej. Mieszanka wybuchowa!

Wypowiedzieć trzy razy zaklęcie i zmarszczki powinny zniknąć... img src:movies.ign.com

Intrygi i urojenia Lady Mac erm... Claudii nadają ton dobrego dreszczowca, trochę magii i efektów specjalnych przypomina nam, że w końcu mamy do czynienia z ekranizacją baśni, a jakby to kogoś nie prrzekonało, jest oczywiście element romansu (zdradzę, że Śnieżka w tej wersji ma wybór). A sam finał wieje już grozą i jednak jest tu szczypta klimatów w stylu Residenta. Wszystko jak na produkcję telewizyjną całkiem nieźle zrealizowane, dlatego polecam jako bajkę na dobranoc dla tych trochę starszych dzieci.

16:39, bizarre_films
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 03 sierpnia 2009
Logan's Run

pol. Ucieczka Logana, reż. Michael Anderson, USA, 1976.

Być może to po prostu efekt propagandy pewnych mediów, ale z filmami SF jest dla mnie jak z winem i z kobietami. Tak, właśnie, bo choć z jednej strony nowe produkcje skrzą się od technicznych fajerwerków, to te stare też mają swoje smaczki. Zupełnie jak "Ucieczka Logana", która wydaje mi się tytułem trochę niedocenianym. Jak w większości filmów, które przekroczyły 30 i pretendowały do miana szerok orozumianej fantastyki naukowej, ten też jest pod pewnymi względami kiczowaty. Ale życie w rzeczywistości nie kończy się po 30 (jak ma to miejsce w filmie), więc trzeba sprawiedliwie przyznac, że mimo tego "Ucieczka..." wypada całkiem dobrze. W dodatku bazując na literackim pierwowzorze nawiązuje do antyutopijnego nurtu, bardzoe przeze mnie lubianego. A że więcej w tym "Nowego Wspaniałego Świata" niż całkiem już ponurego "Roku 1984", tym dla mnie przynajmniej lepiej. Jeśli ktoś siedzi w temacie tych powieści, to muszę przyznać, że mamy do czynienia z niezłą kopią tego pierwszego. Otóż mocno przetrzebione społeczeństwo wiedzie beztroskie życie z świecie high-tech, kompletnie odizolowane od zewnętrznego swiata i jego trosk. Aby oszczędzić na funduszach emerytalnych i opiece zdrowotnej, a do tego zapewnić ludziom nadzieję na lepszą przyszlośc i ciekawe widowisko, publicznie uśmierca się osobniki, które nie miały jeszcze szansy się zestarzeć. Ba, nawet przejść kryzysu wieku średniego. Ale ciii.... konspira, oficjalnie to nie śmierć, tylko droga ku odrodzeniu. Jak łatwo przewidziec, główny bohater zbuntuje się i ucieknie w zakazane rewiry, gdzie spotka piękną towarzyszkę niedoli, a po piętach deptać będzie mu najlepszy kumpel po fachu. Ponieważ tytułowy Logan nalezy do elity strażników pilnującej ładu w idealnym mieście przyszłości. Co dla większości widzów jest mankamentem tj. przestarzałe i skąpe efekty specjalne, dla mnie stanowi atut, poniewaz nie psycha to historii na dalszy tor. Po tym kątem rozczarowały mnie nowsze produkcje w stylu Equilibrum czy Wyspy, gdzie postawiono na piękne facjaty bohaterów (przynajmniej w Wyspie) i poscigi z 100 wybuchów na minutę. "Ucieczka Lagana" chociaż pozbawiona takich ostrych przypraw, nie jest mdła i przyciąga widza, co jest zawsze moim najwaziejszym kryterium oceniania.

Idealne wnętrza, idealne kobiety... w filmie "Logan's Run" img scr:raycostumes.com

P.S. wiem, że mimo zapowiedzi jest na razie "lajtowo" ale ja "lajtowego" życia w tej chwili nie mam, więc proszę o wyrozumiałość.

 

22:33, bizarre_films
Link Komentarze (3) »