O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
sobota, 20 września 2008
OFFowa relacja z 33 Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych

Udało mi się poświęcić kilka godzin na wielkie wydarzenie, jakim jest Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni! W poszukiwaniu filmów które byłyby pozytywnie "bizarre" zaliczyłam kilka pokazów kina niezależnego oraz konkursu młodego kina.

Nie będę pisać o wszystkich filmach, bo wtedy nie zawsze moje recenzje byłyby łaskawe, a przecież na tym blogu zachęcam do ogladania filmów, nie odwrotnie. Co nie znaczy, że wszystkie pozostałe były złe: nie, po prostu wybieram to, co najbardziej trafiło w mój gust. Kolejnośc alfabetyczna. 3, 2, 1... START!

Kino Niezależne

Dla Ciebie i Ognia (reż. Tomasz Zasada, Mateusz Jemioł)

Pierwszy, pełnometrażowy (127 minut!) prawdziwy thriller offowy jaki widziałam! Czy to dlatego, że sporadycznie oglądam filmy z tego gatunku, czy może to ten swojski klimat rodzimej produckcji... Fakt faktem, że były to dwie godziny dobrej rozrywki. Studencka produkcja ma w sobie więcej napięcia i wiarygodności niż większość "holiłódzkiego" śmiecia. Wybaczamy wszelkie niedociągnięcia spowodowane brakiem wielomilionowych funduszy. Fani gatunku powinni przyjąć rodzimą produkcję z otwartymi ramionami. Jeśli pojawi się na sklepowych półkach lub serwerach, nie przegapcie tego. Ja temu dziełu błogosławię.

Klinika (Anna Maciejowska)

Tytułowa klinika na pierwszy rzut oka przypomina dobrze prowadzony pensjonat, a główny bohater... może ten spokojny młody człowiek to przepracowany biznesmen potrzebujący odrobiny odpoczynku? Jak zapewnia lekarz, czeka go około dwóch tygodni pobytu na 7 piętrze. Poziomie dla wybrańców, ponieważ im cięższy przypadek, tym niższe piętro mu przysługuje. Główny bohater ma jednak pecha: z niewyjaśnionych przyczyn zaczyna być przenoszony coraz niżej. Bezsilny wobec biurokracji i wyroków personelu, zaczyna wędrówkę do piekła... Krótkometrażówka z ciekawym pomysłem, dobrze budowanym napięciem, odrobiną szpitalnego horroru i kafkowskim powiewem (tak jak Gregor Samsa obudził się robiakiem, tak bohater filmu odnajduje się na coraz to niższych poziomach). Może przesadzam... ale warto.

Rubinowe gody (Andrzej Mańkowski)

Tu mamy do czynienia z profesjonalizmem: wyróżniająca się wśród offowych produkcji gra aktorska i wysoki poziom zdjęć. Młode małżeństwo nie zdaje sobie sprawy, że przez ściany kamienicy, do ktorej niedawno się wprowadzili, słychać więcej niż chcieliby zdradzić. Jęki dochodzące zarówno w nocy, jak i za dnia intrygują sąsiada-emeryta. Dojdzie do kłótni, prywatnego śledztwa i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Bardzo przyjemna komedia obyczajowa. Zdradzę, że z happy endem.

Wesołych Świąt (reż. Tomasz Jurkiewicz)

"Unia is people: white people, black people, Asian people. More and more Asian people..."

Dobra satyra i trzeźwe (w przeciwieństwie do większości bohaterów) podejście do modnego tematu Unijnych dotacji. Gość "z Unii" przekona się, że Polska to dziwny kraj, choć ludzie są wyjątkowo mili i gościnni. Kiedy w grę wchodzą pieniądze. W tle rodzi się przyjaźń: w prosty i nienachalny sposób, bez żadnej moralizacji reżyser pokazuje, że są rzeczy, które łączą ludzi.

Konkurs Młodego Kina

Meles Meles (Jędrzej Bączyk)

Borsuk (łac. Meles Meles) jest zwierzęciem prowadzącym nocny tryb zycia. Dla niego warto zobaczyć ten zakręcony i nieco oniryczny filmik.

Pan Much (Marcin Władyniak)

Bardzo ciekawy wizualnie obraz z mnóstwem much w tle. Podobały mi się kolory i scenografie. W dodatku przez około 10 minut było całkiem zabawnie i groteskowo. W napisach przetłumaczono jako "Mr. Fly". Nie wiem, czy ma to jakieś znaczenie.

Pralnia (Michal Dąbal)

To jest bardzo surrealistyczny filmik, który również bardzo dobrze prezentuje się od strony wizualnej. Cyrk, karły-clowny, podziemne tunele, białe króliki i parodia filmów Noir z detektywem-twardzielem w ciemnym kapeluszu i długim płaszczu. Super.

Za horyzont (Jakub Czekaj)

Właściwie nie wiem, co dokładnie mi się podobało. Para zakochanych bandytów: ona emocjonalnie niestabilna, on porywczy i brutalny. Na dokładkę słodki mały blondasek, który wcale nie jest taki grzeczny, na jakiego wygląda. Trio dziwnych ludzi na kompletnym pustkowiu. Chyba zadziałał klimat filmu. Trzeba obejrzeć, żeby się przekonać.

Prawie zapomniałam o Programie 30 minut. Z trzech filmów najbardziej przypadł mi do gustu "Samotność Kucharza Szybkich Zamówień" (reż. Marcel Sawicki). Podobały mi się zdjęcia, historia była po prostu ok, ale nasuwały mi się pozytywne skojarzenia z innymi filmami.

Oprócz wyróżnionych obejrzałam z większym lub mniejszym zainteresowaniem filmy dobre, bardzo dobre i złe też (znowu alfabetycznie wg. konkursu, proszę się nie sugerować):

Antara, Ego, Marta, Nie ma o czym milczeć, Ocalony, Okazja, 'Raz, dwa, trzy', Różowy klucz, Świtem, 'Wszystko, co najlepsze', Związek na odległość (Kino Niezależne)/ Aria Diva, Bez wizy, Dzieci i ryby głosu nie mają, Dziewczyny, Papieros, Szafy, Universal Spring, Warszawianka, Zabłąkane sny (Młode Kino)/Obcy VI, Tysiąc Zakazanych Krzaków (Program 30 minut). 

Do zobaczenia za rok na 34 edycji festiwalu!

23:26, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 września 2008
Mały Otik / Otesanek

Na drodze mojej leśnej przechadzki pojawił się pniak, choć może nie znienacka. Patrzę z jednej strony, patrzę z drugiej: toż to Ociosanek!

Przygodę z Czeskim kinem warto zacząć od tego filmu. Przynajmniej w moim przypadku pozostawił on dobre wspomnienia. Zaczyna się niewinnie i powoli. Małżeństwo niezdolne do posiadania dzieci bierze pod opiekę wykopany pniak. Z początku jest to jedynie zabawa, gorzki żart wobec okrutnego losu, pantomima. Ale bezdzietna kobieta przejawia zbyt wielkie zaangażowanie i po symulowanej ciąży rodzi się... Otesanek (pol. Ociosanek)! W tym momencie proszę o nastrój: błyskawice rozdzierające nocne niebo i krzyk z oddali. Bo ten Czeski Pinokio jak na kawał pniaka jest wyjątkowo żarłocznym dzidziusiem... Warto też zwrócić uwagę na pozostałych bohaterów. Sfrustrowane małżeństwo ma wyjątkowo wścibskich sąsiadów, których córeczka z początku mnie denerwowała, ale okazała się bardzo sprytnym dzieciakiem, a do tego całkiem ciekawym anty-bohaterem. Nie można też zapomnieć o starym pedofilu dostającym palpitacji serca na widok kusej spódniczki małej dziewuszki.

Jeszcze jeden szczegól zapadł mi w pamięć: animacja Otesanka! Pniaczek wierzga i porusza korzonkami w ten "pająkowaty" sposób. Te gładziutkie trójwymiarowe potworki z hollywood, zwane szumnie "świetnymi efektami specjalnymy" wypadają blado i nienaturalnie przy tradycyjnych technikach. Żart polega na tym, że im bardziej starają się odwzorować rzeczywistość tym bardziej nienaturalnie to wygląda, a groteskowy Ociosanek jakoś idealnie wślizgnie się w furtkę do naszego dziwnego świata.

Otesanek - plakat nr 1Otesanek - plakat nr 2

Dwa plakaty do jednego filmu. Na pierwszym dumnie prezentuje się mały Otik. A z drugiego już wiadomo, na czym wzorował się Play w jednej z ostatnich reklam.

21:59, bizarre_films
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 01 września 2008
Interstella 5555: The 5story of the 5escret 5star 5ystem

Monotematycznie, bo znowu Daft Punk. Ale już nie mogę się doczekać, już po nocach mi się śni, a wyjazdy nie polepszają sprawy. Dosyć! Koniec biadolenia, które mogłoby popsuć przyjemność rozpływania się nad tym dziełem. Jednym z moich ulubionych...

Na odległej planecie dochodzi do strasznego icydentu: tym razem to ziemski statek atakuje i porywa czwórkę kosmitów aby za ich pomocą podbić... ziemski rynek muzyczny! Uprowadzeni to nie kto inny jak ukochany rodzimy zespól na planecie "funk" (to moje własne określenie) przepełnionej radością i muzyką. Po nadaniu im ludzkiego wyglądu i totalnym praniu mózgu stają się bezwolnymi marionetkami, które pną się po szczeblach list przebojów i nieświadomie wypełniają iście diaboliczny plan. Na szczęście na ratunek wyrusza ich pobratymiec; zawadiaka i łowca przygód. Lecąc swoim przypominającym gitarę statkiem kosmicznym nie zawacha się podjąć niebezpiecznej misji, dodatkowo motywowany miłością do eterycznej gitarzystki.

Fabuła miejscami ciekawa, choć prosta i sięgająca po sprawdzone schematy. Tak na prawdę, to liczy się wielkie 'szoł' na ekranie. I najlepiej miec do dyspozycji dobrej klasy kino domowe żeby się tym w pełni rozkoszować (i mnie przy okazji zaprosić, to też się porozkoszuję). O ile muzyka, którą tworzy duet 'robotów' nie należy do moich ulubionych gatunków, to album Discovery mnie oczarował i z pewnością stało się to za sprawą tej 68-minutowej animacji, będącej twórczym efektem współpracy francusko-japońskiej. Gdyby zacząć od słów "Anime pod tytułem Interstella 5555..." mało kto pewnie czytałby dalej. Proszę odrzucić skojarzenia ze szmirą dla małolatów odkupywaną od zachodnich stacji i straszącą pokemonami w telewizji. "Interstella..." to połączenie "oldskulowego" stylu, który na początku skojarzył mi się z "Załogą G" oraz żywych barw i dużej dynamiki. Prawdziwa audio-wizualna uczta!

Daft Punk przeniesieni do świata animacji

Znajome kaski? Duet robotów robi mały "cameo appearance" w swoim filmie.

 

 

20:58, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »