O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
niedziela, 27 września 2009
Niech żyje pogrzeb!

Niech żyje pogrzeb! (Long live the funerall!), reż.Dariusz Blaszczyk, Polska, 2009.

Nie lubię dużo pisac o krótkich filmach. Ten urzekł mnie dzięki ukazaniu międzykulturowej przepaści, pojednania i momentami czarnego humoru.

Niech żyje pogrzeb!

Jest to krótka opowieśc o Polce, która Niemca… chciała. Niestety, nikotynowy nałóg szybko przekreślił plany na długie i szczęśliwe życie. Rodzina pogrąża się w rozpaczy, ale ta druga rodzina zza wschodniej granicy domaga się, aby pogrzeb odbył się u nich. Pakujemy w samochód starszą damę, młodego geja ze skłonnościami do przebieranek, małą dziewczynkę oraz załamanego i  balansującego na krawędzi katatonii męża zmarłej. Nie przygotowanych na to, co czeka ich w dzikim kraju Polan.

17:20, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 września 2009
Od wschodu do zachodu słońca

Od wschodu do zachodu słońca, reż. Marcin Król, Polska, 2009.

Festiwalowe, niesławne tłumaczenie brzmi „From East to Westo f the Sun” (sic!), ale ładnie dopełnia to obrazu, który budzi we mnie bardzo mieszane uczucia. Prawie godzina  kompletnie absurdalnego humoru: Strach na polu. Kosmici, Don Kichot, paranoidalny posterunkowy itd. Chodzi o to, żeby się pośmiać chociaż po pierwsze, nie każdemu taki absurd przypadnie do gustu, a po drugie: niektóre żarty szybko przestają być śmieszne o czym reżyserowi się zapomina, szczególnie przy scenie przesłuchania. Ale zaraz wkupuje się w moje łaski parodią Don Kichota i dowcipami o wódce. Trudno nie zauważyć podobieństwa do produkcji Bodo Koxa, na którym Król wyraźnie się wzorował (szczególnie na „Nie panikuj”) i znowu ciężko orzec, czy to źle, czy może dobrze. Ale o gustach się nie dyskutuje. Czas pokaże, jak będzie z dystrybucją: może wkrótce fani polskich komedii offowych będą mieli okazję ocenić, na ile udany jest to produkt.

Kosmitów też czasem suszy... kadr z filmu Marcina Króla img src:www.rakowiec.art.pl

15:10, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 września 2009
8 w poziomie

8 w poziomie / Horizontal 8, reż Grzegorz Lipiec, Polska, 2008.

 

Pamiętam mój zeszłoroczny zachwyt nad „Dla ciebie i ognia”: „Rany, przecież to pełnometrażowy thriller na granicy horroru… Polskiej produkcji niezależnej?!”. W tym roku było jeszcze lepiej. Oprócz opisanych wcześniej „Smutnej” oraz „Jedenaste: nie uciekaj”, kolejna trzymająca w napięciu produkcja. Tym razem utrzymana bardziej w klimatach filmu akcji. Lawina zdarzeń, której początku trudno dojść, splata losy bohaterów, a każda akcja powoduje ciąg następnych. Czyli klasyczna reakcja łańcuchowa, dobrze skomponowana, dobrze zakręcona i jak podsumowuje jeden z bohaterów: „To już wszystko było!”. Owszem było, krąży złoty pieniądz… a przepraszam, znaczy się polski złoty i my za tym banknotem wodzimy oczami. Chociaż było i tak trudno się oderwać, szczególnie, że na ekranie dzieje się dużo. Ktoś umiera, ktoś inny łamanym arabskim grozi zamachem terrorystycznym, ręka rękę myje, a później pociąga za spust pistoletu kładąc na łopatki akcję skorumpowanej do cna policji itd. Jest w tym filmie kilka smaczków. Przede wszystkim ciekawie od strony wizualnej: ostre zdjęcia, duży kontrast (na mój gust trochę za duży, ale nie znam się na sprawach technicznych, więc nie zgłębiam tematu), kolorystyczne filtry (znowu wychodzi, że się nie znam, obiecuję poprawę) i szybkie ruchy kamerą. Po drugie (a właściwie, pomijając strone „techniczną”, po pierwsze), zero poprawności politycznej. Policjanci wciągają aż się kurzy, wszystko można kupić za pieniądze, kobieta w koloratce popiera odłączenie chorej od aparatury podtrzymującej życie. Tak, tak, baba-ksiądz. Wszyscy mówią po Polsku, film made In Poland, więc o co chodzi? To, jak na nasze warunki, szczypta Sci-fi dodająca pikanterii. Kobiety mogą śluby brać (między sobą) oraz ich udzielać, na statystów skrzyknięto chyba cały były stadion dziesięciolecia, bo Polskie ulice przebijają Londyn i Nowy Jork pod względem różnorodności kulturowej, na banknotach widnieją… Nie, sami sobie zobaczcie, a przynajmniej dzięki temu nie pożałujecie seansu.

Plakat 8 w zpoziomie img src:stopklatka.pl

15:28, bizarre_films
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 września 2009
Smutna // Jedenaste: nie uciekaj

Smutna (The sad One), reż. Piotr Matwiejczyk, Polska, 2009.

Piotr Matwiejczyk, kojarzony głownie za Homo Father z udziałem Bodo Koxa, tym razem prezentuje film poważniejszy, lepiej zrealizowany, dopracowany, z udziałem aktorów lepiej znanych niż kolega po reżyserskim fachu. Zestawiam go tutaj z innym filmem, ponieważ oba budują specyficzny klimat i wpisują się w pewną konwencję, opierając się na wzorcach z gatunku mrocznego thrillera. Jak to w kinie niezależnym bywa, reżyser urozmaicił fabułę tak, że sam jeden po kilku głębszych wie, o co do końca chodzi. Trzeba całość potraktować jako metaforę. Ponieważ do problemów małżeńskich, kryzysu wieku średniego głównego bohatera (Mirosław Baka), jego konfliktu z dziesięcioletnią córką, której dobry stan psychiczny również można kwestionować, należy dodać wątek paranormalny. Jego ucieleśnieniem jest tajemnicza i pociągająca femme fatale (a jakże! Weronika Rosati), wokół której unosi się mroczna aura niebezpieczeństwa. Do nieco zagmatwanych i napiętych relacji między bohaterami należy dodać kilka niewyjaśnionych zjawisk. Potencjalnych widzów pragnę również przygotować na uzupełniające całość, przeskoki burzące linearność fabuły. Osobiście film mnie trochę zmęczył i nie uważam go za arcydzieło, ale na pewno znajdą się osoby skłonne poświęcić 80 minut na oryginalny, jak na polskie warunki, thriller psychologiczno-paranormalny.

 

Duży plus za plakaty. Seria czterech w basenie i na doczepkę mało interesujący plakat z Rosati (chyba po to, żeby ją wyeksponować lepiej w materiałach promocyjnych). Zestaw „basenowy” również nie jest nowatorski, ale według mnie i tak trzyma poziom i wygląda świetnie. W sumie dwa pierwsze prezentują się najlepiej:

 

Smutna plakat z Baką img src:stopklatka.pl

Smutna plakat z Rosati w hm... nieprzychylnej pozie img src:stopklatka.pl

Wszystkie można obejrzeć tutaj:

http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=41036&sekcja=plakaty

 

Jedenaste: nie uciekaj, reż. Robert Wrzosek, Polska, 2009.

Bij mnie bij, a po jedenaste:nie uciekaj img src:ddz.doba.pl

Thriller psychologiczny na podstawie opowiadania Anny Kulik, w którym nie wiadomo, kiedy nastąpi koniec (oczywiście jeśli nie siedzimy z zegarkiem w ręku). Młoda kobieta jedzie w góry z ukochanym, nieco sfrustrowana faktem, że akurat teraz zachciało mu się zabawy w porywanie. Ale szybko okazuje się, że zabawa się skończyła, a kajdanki z sex shopu (z różowym futerkiem!) są wyjątkowo wytrzymałe. Na dodatek on ze spokojem typowym dla wytrawnego psychopaty oznajmia, że zamierza ją zabić. Pięknie. Od tego momentu toczy się psychologiczna rozgrywka między ofiarą i oprawcą, których łączyło przecież uczucie. I trzeba przyznać, ze zrealizowane jest całkiem nieźle, chociaż nie ma tutaj niczego, co nie pojawiło się dotąd na ekranie, zaczynając od jednego z prekursorów gatunku, kultowego „Kolekcjonera” (1965). Myślę, że jest to pozycja przede wszystkim dla fanów gatunku spragnionych swojskich produkcji. Znowu 80 minut porządnego, choć nie fantastycznego, thrillera. Tak, tym razem też będziemy życzyć bohaterce szybkiej śmierci i to nie z współczucia.

16:34, bizarre_films
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 września 2009
34 FPFF: Festiwal, festiwal i po festiwalu czyli wrażenia ogólne

I znowu koniec i znowu niedosyt. Nie udało się zobaczyć wszystkiego. Ale w praktyce nawet 3 bloki dziennie, czyli od kilku do kilkunastu filmów krótko- i pełnometrażowych, oddzielone przerwami, w trakcie których nie wiadomo co ze sobą zrobić (bo za długo do następnego seansu, a za krótko żeby chociaż skoczyć do „Gdynianki” na pizzę) człowieka mogą wymęczyć. Na marginesie wspomnę, że w ostatnich trzech dniach festiwalu zaliczyłam trzy, skrajnie różne, koncerty. Pełna coolturka.

Poster 34 FPFF

 

O główny konkurs ledwo zahaczyłam, a to co się działo przed seansami, zostało już sportretowane na obrazach o tematyce sądu ostatecznego. Trochę w tym winy obsługi, która nie wypracowała skutecznego sposobu kierowania ruchem w przypadkach opóźnień seansów, ale należy ich rozgrzeszyć biorąc pod uwagę siłę napierających mas kinomanów (i tych, którzy chcieli się na festiwalu tylko pokazać).

Ogólnie poziom był wysoki. Mowa oczywiście o kinie niezależnym (/OFFowym) i konkursie młodego kina. W porównaniu z poprzednimi latami to pierwsze zaprezentowało wiele produkcji „wysoko budżetowych’. W jury obu konkursów zasiedli Maciej Buchwald, Piotr Marecki, Wojciech Mecwaldowski i Magdalena Schejbal (nie, „dziubka” się nie spodziewałam!) pod przewodnictwem Janusza Zaorskiego („Piłkarski poker”, „Szczęśliwego Nowego Jorku”).

Spośród 17 filmów konkursowych w kategorii „kino niezależne” pojawiły się aż dwa filmy Huberta Gotkowskiego. Czy nie za dużo? Można powiedziec, że Gotkowski wyrobił sobie markę na „Mannie”: po docenieniu na kilku festiwalach, w tym Gdyńskim, filmem zainteresował się dystrybutor i „podrasowana” wersja trafiła na półki. Zarówno krótkometrażowy „Student II” jak i trwający 73 minuty „Konsumenci” to w gruncie rzeczy proste historyjki raczące koszarowym humorem. I dobrze (bo takie też lubię i to bardzo), ale mam niemiłe wrażenie, że zamiast jednej z nich na festiwalu mógł zaistnieć jakiś ciekawy, nieznany debiut. Zostawmy już ten temat.

Zwycięzca, czyli „8 w poziomie”, ma wszystko, za co kochamy produkcje offowe. Niezłą fabułę, trochę tajemnicy zakrapianej metafizyką, całkowicie niepoprawny politycznie humor, awangardowe jak na Polskie podwórko zdjęcia i dużo akcji oraz wszystkiego, przez co ten film nie jest przyjazny dzieciom.

Trudniej moim zdaniem było wyłonić zwycięzcę kina młodego, bo tam za wszystkim stoi wykształcenie, opieka artystyczna, dofinansowanie ze strony różnych instytucji itd., a więc dostajemy zazwyczaj filmy krótkie acz możliwie najlepiej dopracowane. Twórca „Ciemnego pokoju nie trzeba się bać”  miał nowatorski pomysł na przedstawienie dramatycznej historii z perspektywy małej dziewczynki i chyba tym urzekł jury.

Oprócz tego było wiele atrakcji dodatkowych jak np. Dzień Izraelski, Panorama Polskiego Kina, projekcja z festiwalu Short Waves czy odnowiona cyfrowo „Austeria”, która na dużym ekranie robi duże wrażenie (ach, żeby takie filmy wróciły do kin!).

A oto autograf państwa Marii i Bogdana Kalinowskich, czyli naczelnych kinomanów Polski!!! Specjalnie dla mnie :-D Im też było żal, że nie dało się obejrzeć wszystkiego, a festiwal już dobiegł końca. Pozdrawiam ich serdecznie!

Autograf największych kinomanów dla Bizarre_films!

 

 

Na koniec jeszcze kilka "kwiatków" z angielskich napisów. Prawdopodobnie do przekładu z polskiego na narzecze inglisz zatrudniono przeglądarkę Google.

Jest mi niedobrze - I'm seek

To jest jak... - It's lake...

Od wschodu do zachodu slońca - From East to West of the Sun (sic!)

13:06, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2