O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
piątek, 30 września 2011
Bela Lugosi spotyka brooklińskiego goryla

Bela Lugosi spotyka brooklińskiego goryla (Bela Lugosi Meets a Brooklyn Gorilla), reż. William Beaudine, USA, 1952

Filmy opisywane na tym blogu mogą budzić wiele emocji, w tym i negatywnych, ale zawsze jednak polecam je. Przynajmniej podobnym mi entuzjastom zakręconych produkcji.

Dla odmiany przedstawiam wątpliwej jakości dzieło, które na trzeźwo nie wchodzi ale może dostarczyć dozy masochistycznej rozrywki. To nie jest film zły. On należy do grona NAJGORSZYCH. I to na całym świecie.

Film wygląda na parodię parodii i miesza wszystkie wątki, jakie tylko mogą lub nie moga występować razem. Szalony naukowiec prowadzący eksperymenty na naczelnych, dzikie plemię żyjące w sercu dżungli i dwóch przypadkowych przybyszów , którzy wplątują się w farsę z gorylami.  W dziewiczym lesie palmy rosną z doniczek,  człowiek przebrany za goryla nie dorównuje realizmowi miśkowi z Krupówek, a dzikie plemię ma angielski jako drugi urzędowy język. Szalonego naukowca gra sam Bela Lugosi, ale lepiej nie zaczynać poznawania jego kariery od tego filmu, ponieważ obrazuje on w zasadzie jej koniec. Lugosi plącze się po planie otępiały i zapomina kwestii, a wszystkiemu winny jest narkotykowy nałóg.  Wisienką na gnijącym torcie jest Sammy Petrillo, który samym tonem głosu i głupkowatym chichotem doprowadza do szału po 30 sekundach.

Na zakończenie dodam, że budżet wyniósł 50 tysięcy dolarów. Dla porównania „Deszczowa piosenka” z tego samego roku kosztowała ponad dwa i pół miliona.

23:25, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »