O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
poniedziałek, 26 października 2009
Dzieci Kukurydzy

Dzieci Kukurydzy (Children of the Corn), reż. Fritz Kiersch, USA, 1984.

U Hitchcocka zaczęłoby się trzęsieniem ziemi, a później napięcie by już tylko rosło. U Kinga zaczyna się wielką rzezią, a później napięcie wciąż rośnie... umiarkowanie. Od razu przyznam, że nie czytałam książki (wiem, same on me), dlatego nie będzie to analiza porównawcza między prozą Kinga, a jej ekranizacją. Skupię się na filmie, a właściwie tylko na jego smaczkach. I tradycyjnie tak, aby zachęcić, ale nie psuć przyszłym widzom zabawy. I wybaczcie spoiler na wstepie, mam nadzieję, że jedynie zachęci on do konsumpcji.

„Dzieci są złe” przekonuje w swojej piosence pewien punkowy zespół, a „pociechy” z filmu są złe, okrutne i omotane przez swojego religijnego przywódcę. Bez szans na normalne życie, w społeczeństwie, gdzie jedyną ucieczką wydaje się śmierć. Dobre połączenie klimatu z filmu „Kult” (1973, oczywiście) jak i zaczerpnięcie wzorów z powieści Goldinga „Władca Much”. Chociaż film już starej daty, a w recenzjach figuruje czasem słowo „kicz”, warto obejrzeć. Żeby nie było, ze wychwalam go, jak arcydzieło światowej kinematografii. Jednak podczas oglądania dopadło mnie podobne uczucie jak przy filmie „Poltergeist”: wszechobecna w horrorach naiwność bohaterów i przewidywalność, przestarzałe efekty specjalne, dziwaczne delikatnie mówiąc pomysły (tu indiański cmentarz, tam pole kukurydzy) a jednak znam „Poltergeista” niemal na pamięć. Do „Dzieci Kukurydzy” pewnie nie będę miała takiego sentymentu, ale tego filmu nie żałuję.

Children of the Corn poster imgsrc:movieposters.com

P.S. Za to nie mam odwagi sięgnąć po Dzieci Kukurydzy II, Dzieci Kukurydzy III, Dzieci Kukurydzy IV, Dzieci Kukurydzy V oraz Dzieci Kukurydzy VI… a, zdaje się jest jeszcze jakiś niskobudżetowy remake produkcji telewizyjnej z tego roku (podając za filmwebem).

P.S. 2. Niniejszym wpisem dowodzę, że żyję i mam zamiar dalej prowadzić bloga, z nieco większą regularnością. Koniec pażdziernika i listopad zapowiadają się w moich planach trochę mrocznie, ale też groteskowo i z przymrużeniem oka.

21:18, bizarre_films
Link Komentarze (5) »
środa, 07 października 2009
Festiwal Short Waves

Plakat festiwalu ShortWaves http://www.shortwaves.pl

Jeśli nie chcecie dalej czytać, od razu daję link:

http://www.shortwaves.pl/

Festiwal Polskich Filmów krótkometrazowych, to kolejne ciekawe wydarzenie, przynajmniej wg. mnie warte uwagi. I wybaczcie, że pisze "trochę" po czasie, ale coś mnie w końcu zainspirowało do tego wpisu (jeszcze tylko nie wiem co). Czy to lato, czy to zima, ja uwielbiam wszelkie "szorty" zarówno fabularne, jak i animowane. Program festiwalu jest pod tym względem zróżnicowany, mamy wiele, często łączonych ze sobą technik, co daje efekty na światowym poziomie. Kolejnym plusem i powodem, dla którego piszę ogólnie o festiwalu, jest możnośc łatwego znalezienia przynajmniej części filmów w internecie (jak się postarac, to pewnie wszystkich).

Szczególnie zachęcam do Ziętka (film B. Blaschke), tragikomicznego dokumentu, pięknie zrealizowanego, tak, aby oddać uczucia, marzenia i dramat głównego bohatera- twórcy rzeźbionych piękności. Taki nasz Polski Pigmalion.

Genialnie zrealizowany teledysk "Kings of Caramel" Macieja Szupica, o mrocznej gotycko-groteskowej wymowie, jest też przykładem znakomitego warsztatu.

Na koniec wyróżnienie za szokującą scenę: w opowiadającym o Łodzi "Miasto płynie" B. Bruszewskiej pojawia się orkiesta aniołków w beczkach. Moim zdaniem kontrowersyjny akcent, ale gratuluję braku poprawności politycznej.

 

 

20:25, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 października 2009
Las (2009)

Las („The Forest”), Piotr Dumała, Polska, 2009.

Ostatni już wpis dotyczący tego, co można było obejrzeć na festiwalu FF w Gdyni.

Na początku rozczarowanie. Na „rozkładzie jazdy” jasno figurował podpis animacja/fabularny, co bardzo mnie cieszyło. Obejrzenie dobrej animacji w kinie graniczy z cudem, zaś poza „Tangiem”, Bagińskim i krótkometrażówkami Semafora,  nie ma mowy o jakimś polskim mainstreamie w tym gatunku. Jak się okazało, animowaną mamy wstawkę na początku (jakieś 2 minuty?) i na tym się kończy. Trochę oszukane, nie?

Ale myślę, że reszta filmu mi ten mały zawód zrekompensowała, chociaż wystawiła wszystkich obecnych na widowni na ciężką próbę (czy dlatego kilkanaście osób opuściło szybko salę?). Zbytnio przywykliśmy do życia w trybie Fast-forward, wartkiej akcji, migoczących kolorowych obrazów, z których trudno wyłowić treść.  Na tym czarno-białym filmie świat spowalnia do normalnego, nieznośnego tempa szarej codzienności. Moim zdaniem ta nałożona na widza pokuta ma swój głęboki sens i uzasadnienie kryjące się w przesiąkniętej archetypiczną symboliką treści filmu. Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: w domu, gdzie dorosły syn opiekuje się schorowanym i niedołężnym ojcem oraz w tytułowym lesie; onirycznej, paralelnej przestrzeni, gdzie role mogą ulec odwróceniu. Czas, chociaż biegnie powoli, jest nieodwracalny.

Płonie ognisko w lesie Dumały img src:stopklatka.pl

W lesie role ulegają odwróceniu img src:stopklatka.pl

12:13, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »