O filmach które są inne i wcale się tego nie wstydzą!
RSS
wtorek, 31 sierpnia 2010
Futerka?
To by się nazywało artist's block, gdybym był artystą. Ostatnio wpadł mi w ręce film z "Klopsikiem" w roli głównej, czyli tani horror klasy B oczywiście. Ale tak przeciętny, że chyba szkoda pisać. Więc może wkrótce napiszę w to miejsce o czymś innym, bo właśnie przyszła paczka, a w niej jeden film, który (przynajmniej jego fragment) jest współodpowiedzialny za zwichrowanie mojej psychiki w dzieciństwie. We wrześniu może w końcu złapię oddech.
21:24, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 lipca 2010
Dogma

Film idealny na wakacje.

Snape:-100 pkt zbawienia dla złych aniołów.

Cichy Bob: ...

Ok, edycja na jutro. 0 postów na miesiąc wyglądałoby źle.

Wakacje? Jakie tam wakacje... póki co tylko nadgodziny :P

Tagi: Dogma
22:10, bizarre_films
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 czerwca 2010
Flash Gordon

Pierwsza megakiczowata produkcja lat 80 z wielką pompą. Niesamowita historia, postaci żywcem przeniesione z komiksu  i sztuczne aktorstwo. Na szczęście akcja toczy się wartko a fala kiczu porywa widza do tego kolorowego świata, w którym mieszkańcy odległych galaktyk paradują w rajtuzach, a ojczystym językiem każdej nacji jest angielski.

Wszystko zaczyna się, kiedy ZŁY Zoltan, evil mastermind władający niemal boską mocą, postanawia zabawić się kosztem niczego nie podejrzewających Ziemian. I tak na naszą biedną planetę, na której katastrof dostatek, spadają klęski równie niszczycielskie, co pomysłowe (deszcz meteorytów wchodzi w pakiet podstawowy). Na szczęście Ziemia ma swojego genialnego, lecz dużo bardziej „pozytywnego” naukowca. Szalonego i wyklętego z naukowych kręgów, a jakże. W ostatniej chwili dosłownie z nieba spadają mu Flash w asyście uroczej dziewczyny i trójosobowa załoga prototypowego statku kosmicznego rusza ku odległej galaktyce, aby stawić czoła podłemu dyktatorowi i zjednoczyć poddane mu królestwa. Przy tym wszystkim film nie jest pozbawiony poczucia humoru i lekkiej autoironii, a ja widzę w nim nawiązania do np. Barbarelli.

Jeśli ktoś taka dozę absurdu z dodatkiem kostiumów, których nie powstydziłaby się Lady Gaga oraz tanich efektów specjalnych pochłania z apetytem, niech się ani chwili nie zastanawia. A kto jest odpowiedzialny za muzykę? The Queens! Jeśli nikt wcześniej nie słyszał o tym filmie, może to przyjąc z zaskoczeniem, ale to ich utwór przewija się przez lwią częśc filmu i zapada w ucho na długo. Po seansie na 100% każdy będzie nucił „FLASH! Ooo-uu… King of the impossible!”

23:03, bizarre_films
Link Komentarze (2) »
środa, 19 maja 2010
Antychryst

Antychryst (Antichrist), reż. Lars von Trier, Dania, Francja, Niemcy, Polska, Szwecja, Włochy, 2009.

Antichrist poster

 

Ok., trochę porzucam formułę pisania o filmach, które z całego serca polecam (chociaż przestrzegam, ze należy oglądać je na własną odpowiedzialność i być świadomym ich negatywnego wpływu na delikatną psychikę). Właściwie już film Tale 52 opisany był na długo przed polską premierą, ku przestrodze dla niektórych osób. Ale nie będzie to jechanie po Antychryście jak po łysej kobyle, bo to nie jest film ZŁY (w kontekście tytułu można to oczywiście różnie pojmować) acz jedynie specyficzny i momentami… drętwy.

Nie będę silić się na trudne słowa i zawiłe metafory opisujące stylistykę tego obrazu, dość powiedzieć, że według mnie film jest ładny. Oczywiście wyłączając osławione już sceny „drastycznej przemocy” (jakby przemoc sama w sobie nie była drastyczna :-P), mam na myśli raczej ujęcia przedstawiające leśny krajobraz i oniryczne wizje bohaterów prowadzające w tę sielankową scenerię nastrój grozy. Kamera nie pozostaje do końca statyczna, co można uznać za standard tam, gdzie potrzeba z jednej strony większego realizmu, a z drugiej oddania tego psychotycznego nastroju i emocjonalnych wahań bohaterów.  Nie mogę pominąć prologu (z epilogiem tworzą, a jakże, sprawdzająca się zawsze i wszędzie kompozycję klamrową, przynajmniej stylistycznie), gdzie seks w zwolnionym tempie, czarno-biały obraz i aria operowa w tle były dla mnie jak plansza „To jest AMBITNE kino, chamie”. Oczywiście nie znaczy to, że mi się nie podobało.

Cała kampania promocyjna była nastawiona na skandal: udowodnienie, że tytuł wcale nie jest przypadkowy i mamy do czynienia z najbardziej obrazoburczym i niepokojącym obrazem w historii kina. Sex&violence i totalna profanacja. Więc mamy wszystkie te dwie sceny ostrej seksualnej przemocy i przyznaję, żaden zdrowy psychicznie człowiek nie obejrzy ich dla przyjemności. Jeśli ktoś chce ten film mocno obejrzeć, ale boi się, że nie wytrzyma tych scen… niech poprosi kogoś, żeby mu powiedział kiedy zasłonić oczy :-P Tym razem piszę na poważnie, to nie jest Piła, gdzie ucieknie nam ¾ filmu. Rany, gdzie i kiedy moją niewinność zastąpiła cała ta zgnilizna moralna, skoro ten film nie powalił mnie z nóg jak zapewniał dystrybutor. Tak, ten film jest też bardzo seksistowski, ale dużo bardziej denerwuje mnie seksizm we wszechobecnych reklamach środków czystości i durnych serialach. Ponieważ „Antychrysta” obejrzy garstka ludzi i raczej sprowadzi to do fantazji reżysera odkrywającego na nowo historie średniowiecza, a nie potraktuje tego jako modelu. Swoją drogą uznałam za wielce ciekawy fakt Polskiej premiery tego filmu i byłam mile zaskoczona, że film jest współprodukcją Polską, co chyba trochę obudziło we mnie resztki patriotyzmu.

Na deser o symbolice. Film pozostawił mnie w stanie „Ale o co biega?” i żeby ten stan zwalczyć, przeczytałam kilka recenzji w internecie, po czym poczułam się trochę rozgrzeszona  faktem, iż  profesor Tina Beattie (Antichrist: the visual theology of Lars von Trier) też ma miejscami wątpliwości. Jak się później okazało, zbytnie zagłębianie się w symboliczną wymowę dzieła ekscentrycznego reżysera w stanie nie wyleczonej depresji wplątującego tam wątki autobiograficzne może zakończyć się jak analiza i interpretacja Szymborskiej. W jakimś wywiadzie stwierdziła, że to są niezłe interpretacje choć sama by na to nie wpadła. W końcu nie każdy cieć z drabiną jest od razu aniołem.

Antichrist poster 2

 

wtorek, 11 maja 2010
Wojna polsko-ruska

Wojna polsko-ruska, reż. Xawery Żuławski, Polska, 2009.

Gatunek: trudny do określenia, ale to dobry towar.

Po kilku zniechęcających komentarzach „Wojna polsko-ruska” nie trafiła na listę moich filmów do obejrzenia i to był duży błąd. Przyznam się, że dopiero jakiś czas temu obejrzałam ten tytuł i byłam zupełnie oczarowana!

Film w moim guście. Jeśli widz spodziewa się realizmu i uporządkowanej fabuły dostaje kamieniem w łeb od rzygającej nimi gotki. Przemierzamy s Silnym jego dzielnię i tak jak on, do końca nie wiemy co się dzieje, ale dajemy się wkręcić w ten psychodeliczny film. A to pojawia się nowa, zakręcona postać, albo Silny pokazuje, że nie na darmo tak go zwą i dosłownie rzuca ludźmi na prawo i lewo. Ale na nic zda się jego siła, skoro każdy gest zależy od słów pisarki. Ona sama w filmie również się pojawia i wypada doprawdy uroczo. Czy mogę tak napisać? Chyba mogę, mój blog, a Masłowska wcielając się w młodszą, lekko sepleniącą siebie i czyniąca zamęt w życiu swoich bohaterów jest cudna. Jeśli już o kreowaniu mowa, kreacja Borysa Szyca to dodatkowy atut filmu. Oby więcej było w Polsce takich produkcji: dobrze zrealizowanych, z dobra obsadą, trafiających na duży ekran jak i pod strzechy, a jednocześnie czerpiących wszystko co najlepsze z kina niezależnego.

Wojna polsko-ruska - plakat

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21